Katolicka Odnowa w Duchu Świętym
w Archidiecezji Szczecińsko-Kamieńskiej

Świadectwo Agnieszki

Mam na imię Agnieszka, pracuję naukowo na Uniwersytecie Szczecińskim w Instytucie Informatyki. Z Odnową w Duchu Świętym spotkałam się w 1983 roku. Ale zanim o tym opowiem, przytoczę pewną historię:

Otóż pewien mędrzec chciał przekazać swojemu uczniowi prawdę, że Bóg przychodzi do tego, kto Go pragnie. Ponieważ uczeń nie zrozumiał w pełni teoretycznych pouczeń mistrza, dlatego otrzymał lekcję praktyczną.

Gdy pewnego dnia kąpali się w rzece, nauczyciel kazał uczniowi zanurzyć się, a potem chwycił go i przytrzymał jakiś czas pod wodą. Potem spytał go: co odczuwał tam w głębi. Uczeń odparł, że było to pragnienie zaczerpnięcia powietrza. I nauczyciel zapytał go: czy w podobny sposób i z taką samą mocą pragnie Boga? Uczeń przyznał, że nie. Wówczas nauczyciel powiedział, że znajdzie on Boga dopiero wtedy gdy jego pragnienie Boga będzie tak wielkie jak pragnienie haustu powietrza pod wodą.

I ja też zadałam sobie w pewnym okresie życia takie pytanie: Czy ja tak pragnę Boga? Mimo, że wcześniej był już kawał życia – zawsze blisko Boga? Często dziękuję Mu za to, że oszczędził mi kryzysów wiary, odejść, niepewności, że dał mi taki dom i takie koleje losu, że mogłam stale i równo wierzyć.

Chodziłam na religię od 3-go roku życia. Potem była I Komunia Święta, Sakrament Bierzmowania, w czasie studiów – Duszpasterstwo Akademickie, potem Szczeciński Klub Katolików. Nigdy nie spotkały mnie z tych powodów żadne szykany, choć czasy były inne i można było zostać wyrzuconym z uczelni za bliższy kontakt z Kościołem.

Dużo czytałam na tematy religijne, regularnie przystępowałam do sakramentów świętych, modliłam się.

Bóg chciał jednak ode mnie czegoś więcej. I wskazał mi drogę Odnowy w Duchu Świętym. Posłużył się przy tym tzw. „przypadkami”, upewniając mnie, że wszystko w jego działaniu jest celowe. I ta pewność była pierwszym owocem mojego bycia w Odnowie.

Nie czas teraz na to, aby przytaczać te przypadki – powiem tylko jedno, że gdy dowiedziałam się o Spotkaniach Modlitewnych Odnowy w Duchu Świętym (które odbywały się wtedy tylko w jednej parafii w Diecezji- w parafii Św. Chrzciciela przy ul. Bogurodzicy), to prawdę mówiąc byłam trochę niezadowolona, że jest coś w Kościele o czym nie wiem, sądziłam bowiem, że jestem w pełni zaangażowana w życie Kościoła. Pomyślałam też w pierwszym odruchu, że to nie dla mnie – po co mi to? Przecież jestem wierząca, chodzę do Kościoła w każda niedzielę, z religii zawsze miałam piątki; może lepiej poczytać coś na temat Boga, pójść na odczyt, dyskusję.

Z czego ja mam się nawracać? Odnawiać? Niech tam chodzą jacyś grzesznicy!

Ale... poszłam na spotkanie modlitewne, trochę przestraszona i z dystansem, i na wszelki wypadek usiadłam w ostatniej ławce za filarem.

A inni modlili się, chwalili Boga radośnie, głośno, otwarcie i swobodnie, mówili o Nim jako swoim Panu i Zbawicielu, wznosili ręce , śpiewali w cudownej harmonii w nieznanych mi językach, modlili się nakładając ręce na chorych... . Było tak jakoś ciepło, radośnie, nie sztywno ani anonimowo.

Minęło jednak trochę czasu zanim sama zdecydowałam się po określonej formacji poprosić o modlitwę wstawienniczą o nowe napełnienie Duchem Świętym, o odkopanie moich talentów. Wbrew oczekiwaniom nic szczególnego nie odczułam – ale teraz wiem, że przez to Bóg chciał mi pokazać, że nie uczucia są tu najważniejsze, ale wiara i chęć służenia innym z mocą Ducha Świętego. I dopiero jak zaangażowałam się w grupie Odnowy, gdy oddałam swój czas i siły – zaczęły pojawiać się kolejne owoce mojego odnowienia:

· szczególne pragnienie Eucharystii – Bóg od wielu lat daje mi możliwość codziennego uczestnictwa we Mszy Świętej. Komunia Święta jest dla mnie najważniejszym momentem dnia;

· wysiłek ciągłej pracy nad sobą – zwłaszcza przy rachunku sumienia, częsta regularna spowiedź święta, już nie jak kiedyś było, niemalże „przez kalkę” – tzn. co miesiąc to samo;

· odkryłam, że istnieje zupełnie bezinteresowna modlitwa uwielbienia Boga; wiem, że intelekt, wiedza o Bogu nie mogą zastąpić modlitwy, ale mogą z nią wspaniale współistnieć;

· na nowo spojrzałam na Pismo Święte – i nie ma teraz dnia bez Bożego Słowa, które jest dla mnie mocą i radą w wielu sytuacjach;

· zobaczyłam wyraźnie problemy innych ludzi, przestałam egoistycznie patrzeć tylko na siebie i swoje najbliższe otoczenie;

· zaczęłam się modlić w intencjach wielu osób, często nawet nieznanych np. moją natychmiastową reakcją na sygnał karetki pogotowia jest modlitwa za osobę w potrzebie; gdy ktoś zwierza mi się ze swoich kłopotów, mogę mu prosto powiedzieć, że modlę się w jego intencji, choć czasem wywołuje to reakcję zdziwienia i zmieszania;

· nauczyłam się prawdy, że tzw. Sprawy Boże, wiara, sakramenty, to nie są tematy tabu, że można i trzeba o nich rozmawiać z innymi, że trzeba dzielić się swoimi doświadczeniami w drodze do Boga;

· jasna i realna staje się dla mnie prawda, że Bóg i życie, także zawodowe, to nie są dwie odrębne sprawy;

i ktoś może zapytać – czy można połączyć pracę naukową w Instytucie Informatyki, wykłady o komputerach z Panem Bogiem? Oczywiście, że nie mogę zastąpić wykładu, katechezą czy homilią. Ale pewne wartości uniwersalne doskonale dają się wpisać w rozważania natury nawet technicznej.

Duch bowiem przenika wszystko...

A najważniejsze było dla mnie zauważenie tego faktu.

· na moim biurku w Instytucie stoi krzyż, modlę się za swoich studentów o światło Ducha Świętego np. przed egzaminem;

· Bóg dał mi też łaskę dystansu do tytułów naukowych, nie umniejszając wkładu pracy jaki musiałam ponieść aby je uzyskać .

W moim trwaniu w grupie Odnowy w Duchu Świętym nie było ostrych przełomów ani zakrętów. Nic nie działo się nagle, emocjonalnie. Bóg wybrał dla mnie drogę trwania i powolnego ciągłego dążenia do Niego, bez wielkich uniesień, doznań i wrażeń.

Pewna legenda powiada, że przy stwarzaniu świata aniołowie przyglądali się Stwórcy i zadawali Mu pytania. Pierwszy zapytał: „jak Ty to robisz?” Drugi: „dlaczego to czynisz?”; trzeci: „ile to jest warte?”; czwarty: „czy mogę Ci pomóc?”. Pierwszy był naukowcem(jak?), drugi filozofem (dlaczego?), trzeci handlarzem nieruchomości (ile?), czwarty altruistą (czy mogę pomóc?). piąty anioł przyglądał się tylko pełen zachwytu i klaskał w ręce z podziwu. I to był mistyk.

I wiem, że warto spojrzeć z dystansu na te cztery pierwsze postawy i pytania:

„jak?”; „dlaczego?”; „ile?” i nawet na „czy mogę pomóc?” i zapatrzeć się w modlitwie uwielbienia w Boga, który kocha ponad wszystko i jest Panem mojego i Twojego życia!

Agnieszka