Katolicka Odnowa w Duchu Świętym
w Archidiecezji Szczecińsko-Kamieńskiej

"Wierność Chrystusowemu Objawieniu - owocuje" - katechezy 2012

Piątek (20.07.2012 r.) - Tekla

Chrystus powiedział, że nie przyszedł po to, żeby zmienić prawo, ale żeby je wypełnić. To stare prawo, prawo Synaju jest trudnym prawem, ciężkim prawem – ale weźmy je jako błogosławieństwo Boże, jako nadzieję na nasze zbawienie, a nie tylko nakazy-zakazy, nakazy-zakazy.

"Błogosławieni w duchu, albowiem do nich należy królestwo niebieskie"

Ubodzy w duchu... Miałam z tym naprawdę bardzo dużo problemu. Jak wiecie wychowywałam się w kulcie, wówczas błogosławionego Szymona. Litania do niego była jedną z podstawowych modlitw, jaką lipniczanie odmawiali, a więc ja też. Jedno z wezwań tej litanii brzmi: błogosławiony Szymonie, ubogi w duchu. No, jak można powiedzieć, że jest ktoś ubogi w duchu, skoro jest obdarzony tyloma łaskami, jest taki dobry, taki szczęśliwy będąc przy Bogu, robi wiele dla ludzi, jest bogaty tym dobrym bogactwem – to jak można go nazywać ubogim w duchu?
Pamiętam, że pytałam niektórych kapłanów, żeby mi to wyjaśnili, ale do mnie to nie trafiało – tak miałam zamknięty umysł na tę prawdę.

Kto to jest ubogi w duchu? Ubogi w duchu to jest człowiek, który wie, że wszystko co ma, pochodzi od Boga, i Jemu jest wdzięczny za to, co ma, co sobą stanowi, jakie ma zdolności, jakie ma bogactwa, co posiada, jaką ma rodzinę itd. Jest wdzięczny Bogu i sobie nic nie przypisuje. To nie znaczy, że pomniejsza swoją wartość...

Módl się tak, jakby wszystko od Pana Boga zależało, a pracuj tak, jakby wszystko od ciebie zależało – ta równowaga jest widoczna w ludziach, którzy wypełniają to błogosławieństwo.

Ale ubogi w duchu może być bardzo bogaty. Z tym też miałam trudności. Na przykład św. Jadwiga – królowa, bogata jak nie wiem... To jaka ona uboga, a jednak święta. Nie rozumiałam tego. To bogactwo, które posiadam, nie jest kurczowo przeze mnie trzymane, tylko ono – w tych ubogich w duchu – jest środkiem do tego, żeby pomagać innym, żeby pomagać potrzebującym, żeby dawać od siebie wszystko to, co mogę.

Ubogi w duchu, to jest też człowiek ubogi, autentycznie ubogi materialnie, który ma niewiele, żyje z dnia na dzień, ale nie ma w nim żadnej zazdrości, żadnej złości, że innym się powodzi. Ubogi w duchu potrafi się cieszyć tym, co ma, i być Bogu wdzięcznym, że ma.

W „Ojcze nasz” czytamy: „...chleba naszego daj nam dzisiaj” – na dzisiaj, nie na jutro, na miesiąc, na rok – ale na dzisiaj, żeby nam dzisiaj wystarczyło.

Człowiek nie-ubogi w duchu to przeciwieństwo tego, o czym przed chwilą mówiłam. Ale ubogi w duchu to jest też ktoś bardzo obdarowany przez Boga, np. charyzmatami, jakimiś łaskami, darami, ale wie, że to jest dar za darmo dany, tym darem ma służyć innym, nie zawłaszcza go sobie, tylko idzie do ludzi i służy – taki jest ubogi w duchu.


"Błogosławieni, którzy się smucą, albowiem oni będą pocieszeni"

Przez grzech pierworodny weszło na świat zło i doświadczamy go do dziś – są choroby, są kataklizmy, są trzęsienia ziemi, są trąby powietrzne, powodzie. Prawie nie ma dnia, żeby radio czy telewizja nie bombardowały nas takimi informacjami.

Tak sobie myślę, że bardzo często ja sama mówię: Panie Boże, jak to dobrze, że to mnie ominęło, że to nie mnie dotyczyło. Może troszkę powspółczuję, może czasami wyślę jakąś pomoc, ale w sumie nie potrafiłam wczuć się w tą biedę i nędzę drugiego człowieka.

Jak wiecie, w zeszłym roku miałam w rodzinie przypadek, że moja córka spowodowała czołowe zderzenie. Słuchajcie, ja wam mogę tylko podziękować. Ja wykonałam tylko dwa telefony – do Wiesi i jeszcze kogoś – żeby poinformować, że dzisiaj nie będzie mnie na spotkaniu, musicie sobie poradzić sami, bo ja jadę do córki do szpitala i nie będzie mnie. Ja byłam bombardowana telefonami ze współczuciem i z zapewnieniem o modlitwie. Słuchajcie, myśmy się wszyscy czuli – córka też mówiła – jakby niesieni na skrzydłach modlitwy, Za tę modlitwę wam bardzo dziękuję. U nas prawie wszystko wróciło do normy. Takim bólem naszym, cieniem jest to, że kobieta z drugiego samochodu jest jeszcze bardzo cierpiąca i przed nią jeszcze bardzo długi okres leczenia i rehabilitacji – i o jej zdrowie się modlimy, i żeby jej rodzina potrafiła wybaczyć.

Z własnego doświadczenia wiem, że w przeciwnościach losu, w tych trudnych sprawach – trudno do końca zaufać Bogu. Mnie się to nie zdarzyło, ale wiem, że ludzie ciągle pytają: dlaczego ja, a dlaczego mnie się to przydarzyło, chyba Boga nie ma, bo dopuszcza takie nieszczęścia – i nie potrafią sobie z tym swoim bólem w ogóle poradzić.

Trudno zaufać Panu Bogu, ale jest to możliwe. Mnie każdy smutek, każda przykrość powala na kolana. Mówię: Boże, z Tobą tylko... Ale jestem też szczęśliwa z tego powodu, że od jakiegoś czasu pokazał mi Pan Bóg, że On wszystkich kocha – kocha mnie, ale i tego, który mnie krzywdził, że nie ma względu na osoby. Ta osoba, jeśli mnie krzywdzi, to ona to robi z jakiegoś powodu, którego ja nie znam. Słuchajcie, potrafię ich błogosławić, potrafię za tą osobę się modlić i ją polecać Panu Bogu – i wtedy naprawdę przychodzi pokój, i wtedy naprawdę ten pokój Boży do nas zstępuje, i jesteśmy bardziej szczęśliwi.

Cierpienie dobrze przeżyte z beztroskiego dziecka czyni człowieka dorosłego – takiego, który potrafi współczuć, który potrafi zrozumieć drugiego człowieka, który potrafi się wczuć w jego nędzę, w jego biedę, iść do niego z pomocą. Takie cierpienie dobrze przeżyte, tzn. takie, które nie dopuszcza do tego, aby wątpić w wiarę, czy żeby zubażać modlitwę, żeby wątpić w miłosierdzie Boże – bardzo nas ubogaca i otwiera nam bramy nieba. Jesteśmy wtedy ludźmi szczęśliwymi. Uwierzyć Bogu wbrew nadziei, tak, jak Abraham to uczynił.

Uczmy się przeżywać cierpienie jakiekolwiek – z uległością, która nie niszczy wiary, nie niszczy naszej modlitwy i nie zna buntu. Tak przeżywane cierpienie zawsze kończy się radością.


"Błogosławieni cisi, albowiem oni na własność posiądą ziemię"

O swojej cichości mówiłam przedwczoraj. Życie pokazuje nam, że nie cisi, ale ci, co są głośni, dominujący – oni triumfują. Widzimy to w rodzinach, miastach, narodach – ale czy to jest prawdziwy triumf? W rodzinie wszyscy się boją tego swojego tyrana, w mieście i w narodach – to samo.

Do wszelkiego dobra może doprowadzić tylko łagodność. Łagodnością i cichością... Nikogo nie musimy do niczego zmusić. Do niczego nie możemy zmusić. Jak bardzo błądzą ci, którzy ewangelizują na siłę, a znam takich. Bierzmy przykład z Jezusa – nauczał, ale mówił: „Jeśli chcesz, pójdź za mną”, a nie: „Musisz! Musisz, bo inaczej to...” Jezus zawsze szanował wolną wolę człowieka.

Jestem już wiekowa i obserwując ten świat wokół mnie, to Pan Bóg ma dla każdego z nas plan i każdy z nas ma swój czas nawrócenia.
Jeśli będziemy cisi i łagodni, to staniemy się dziedzicami królestwa Bożego. Bo ta cecha, która jest miłością i pokorą, pokonuje nienawiść i pychę.


"Błogosławieni, którzy łakną i pragną sprawiedliwości, albowiem oni będą nasyceni"


Człowiek stworzony przez Boga składa się z ciała, duszy i ducha. Ciało śmiertelne aby żyło, potrzebuje pokarmu. Stąd ta troska o ciało.

Najpierw matka karmi piersią swoje dziecko, a jak dorośnie, to uprawia ziemię, pracuje usilnie po to, żeby zdobyć pokarm dla ciała śmiertelnego. Ale człowiek nie jest tylko zwierzęciem z ciała, bo i zwierzę to samo robi. Człowiek ma duszę, która też powinna być karmiona. Ta dusza nasza nieustannie łaknie i pragnie samego Boga, dobroci, sprawiedliwości – i powinna być karmiona właśnie tą miłością Boga, karmiona nauką Chrystusa, karmiona tak, żeby coraz bardziej tego Boga pragnąć, coraz bardziej Go rozumieć, poznać Go. I chcieć się do Niego nieustannie przytulać, zbliżać do Niego, uważać Go za najlepszego Ojca. Dusza powinna łaknąć Boga i to pragnienie powinno w nas wzrastać do tego stopnia, że u kresu naszego życia Chrystus wypełni nas całkowicie swoją sprawiedliwością i mądrością, i będziemy mieć udział w tym szczęściu wiecznym, w tej komunii z Bogiem.

Człowiek łaknący Boga, Sprawiedliwego, potrafi wyczuć i poznać czy nauka, którą jest karmiony nasz duch, pochodzi od Boga czy pochodzi od złego. Jeżeli pochodzi od złego, potrafi go z obrzydzeniem odrzucić i woli cierpieć głód niż być zatruwanym fałszywą nauką.

Nie lękajmy się więc sprawiedliwości, my, którzy łakniemy i pragniemy Boga. Pozostańmy wierni, a nasyci nas Ten, który jest samą Miłością.




Piątek (20.07.2012 r.) - Ela


Pieśń: Bóg tak umiłował świat

Ta pieśń wprowadza nas do kolejnej części katechezy nt. błogosławieństw.
Bóg tak umiłował świat, że Syna swego Jednorodzonego dał... – w tym spróbujmy zobaczyć miłosierdzie Boże, że Bóg nas umiłował miłością miłosierną.

Błogosławieni miłosierni, albowiem oni miłosierdzia dostąpią (Mt 5,7)

Miłosierdzie, to znaczy Miłość, która wychodzi na spotkanie człowieka cierpiącego fizycznie i duchowo. Nie ma nic wspólnego z litością. Miłosierdzie – ta miłość, która daje siebie człowiekowi i nie chce nic w zamian. Przychodzi do nędzy człowieka, do grzechu, do upadku i daje siebie, nie licząc na zapłatę. Pan Bóg właśnie taką miłością nas kocha. My chcemy Boga naśladować - „Bądźcie miłosierni, jak Ojciec wasz jest miłosierny.” (Łk 6,36). Z tego naśladownictwa naszego Pana – wypływa dla nas błogosławieństwo. Jesteśmy szczęśliwi, kiedy jesteśmy miłosierni. Jesteśmy szczęśliwi, kiedy dajemy siebie innym ludziom, nie oczekując nic w zamian, tylko dlatego, że Pan nas umiłował.

„Jahwe, Bóg miłosierny i litościwy, cierpliwy, bogaty w życzliwość i wierność, zachowujący swoją łaskę w tysiączne pokolenia, przebaczający niegodziwość, niewierność, grzech...” (Wj 34,6n).

Najpełniejszym objawieniem Bożego Miłosierdzia jest Jezus Chrystus – jego życie i śmierć (wszystko co mówił i co czynił); np. Pasterz szukający zagubionej owcy, Ojciec miłosierny.
Całe nasze życie jest przeniknięte miłosierdziem Boga. Spróbujmy dostrzegać te wydarzenia.

Bł. Ks. M. Sopoćko – „DZIENNIK”:

„Sięgając wzrokiem wstecz aż do lat dziecinnych swego życia, widzę jedno pasmo objawów niezmierzonego miłosierdzia Bożego, które pozwoliło mi urodzić się z bogobojnych rodziców chrześcijańskich , opiekowało się mną w licznych chorobach (kolkusz, krup, szkarlatyna, odra, szkrofuły, tyfus brzuszny, tyfus plamisty, różne wysypki na ciele, hiszpanka, grypa, itp.), chroniło mnie od niechybnej śmierci w wypadkach (postrzał, napad bandytów i komunistów, upadnięcie z rusztowania wysokości osiem metrów, tonięcie w czasie kąpieli w Wiśle, zatargi z Niemcami w czasie wojny, zatargi z Rosjanami za sprzeciwianie się w Taboryszkach posyłania dzieci do szkoły cerkiewnej itp.), ustrzegło mnie przede wszystkim od śmierci wiecznej dotychczas, pomimo tylu i tak niebezpiecznych okazji. A najwięcej miłosierdziu Bożemu zawdzięczam powołanie kapłańskie, które odczułem dość wcześnie, podtrzymywanie tej chęci pomimo tylu przeszkód, prowadzenie mnie przez liczne doświadczenia, w których na pewno bym upadł i zginął, gdyby litość Stwórcy nie zsyłała mi wyraźnej pomocy z góry.”

Tylko doświadczając miłosierdzia Bożego w naszym życiu możemy świadczyć je braciom, a przez to samemu Jezusowi, bo: "Wszystko, co uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mnieście uczynili"(Mt 25,40). Zrozumiał to św. Marcin – rzymski legionista, który ok. roku 338 zobaczył pod Amiens (Galia) żebraka. Przejęty wobec niego miłosierdziem przeciął mieczem na pół swój żołnierski płaszcz i darował jedną część biedakowi. W nocy przyśnił mu się Chrystus ubrany w połowę Jego płaszcza, który rzekł do aniołów: "Patrzcie, jak mnie Marcin, katechumen, przyodział".

Spotkałam kiedyś człowieka, który prosił mnie o pieniądze. Poszłam z nim do sklepu, kupiłam mu chleb i coś do chleba. Kiedy wyszliśmy ze sklepu, to jeszcze godzinę rozmawialiśmy na Bramie Portowej. Ja nie chciałam od niego odejść. Zobaczyłam w nim autentycznie człowieka, który jest kochany przez Pana Boga. Było mi bardzo przyjemnie, że mogę z nim rozmawiać, że opowiedział mi swoją historię. Po prostu pokochałam go takim, jaki jest. Miał kiedyś problemy z alkoholem, próbował się leczyć, żona go zostawiła...
I to jest miłosierdzie. I z tego miłosierdzia do naszego serca przepływa radość, bo „więcej szczęścia jest w dawania, aniżeli w braniu”.

Uczynki miłosierdzia względem ciała
1. Łaknących nakarmić
2. Pragnących napoić
3. Nagich przyodziać
4. Podróżnych w dom przyjąć
5. Więźniów pocieszać
6. Chorych nawiedzać
7. Umarłych pogrzebać


Uczynki miłosierdzia względem duszy
1. Grzesznych upominać
2. Nieumiejących pouczać
3. Wątpiącym dobrze radzić
4. Strapionych pocieszać
5. Krzywdy cierpliwie znosić
6. Urazy chętnie darować
7. Modlić się za żywych i umarłych

,Żądam od ciebie uczynków miłosierdzia, które mają wypływać z miłości ku mnie. Miłosierdzie masz okazywać zawsze i wszędzie bliźnim, nie możesz się od tego usunąć ani wymówić, ani uniewinnić.”(Dz.742)

,,Podaje Ci trzy sposoby czynienia miłosierdzia bliźnim: pierwszy - czyn, drugi - słowo, trzeci - modlitwa; w tych trzech stopniach zawiera się  pełnia miłosierdzia i jest niezbędnym dowodem miłości ku Mnie.” (Dz.   472)

Zachęcam, żeby sięgnąć do katechez z rekolekcji wakacyjnych z 2010 roku, ponieważ tamte rekolekcje były o uczynkach miłosierdzia – o 14 uczynkach miłosierdzia, względem ciała i względem duszy. Wśród nich są: modlić się za żywych i umarłych oraz umarłych pogrzebać. Dzisiaj przynajmniej 4 osoby spełnią te uczynki, gdyż sygnalizowali, że jadą na pogrzeb. Zobaczcie, że akurat dzisiaj, kiedy poruszamy  uczynki miłosierdzia...

Z jednej strony te osoby tracą dzień rekolekcji, a z drugiej – myślę sobie – że nic nie tracimy, kiedy czynimy miłosierdzie.

Nie musimy się bać, że dzieląc się z kimś dobrami materialnymi, sami będziemy stratni.
Podobnie, gdy Eliasz zamieszkał w czasie głodu u biednej wdowy, która mu oddała ostatnią garść mąki i resztę oliwy, Bóg obdarzył ją cudowną zapłatą: "Nie bój się... - rzekł Eliasz - Bo tak mówi Pan, Bóg Izraela: Dzban mąki nie wyczerpie się i baryłka oliwy nie opróżni się aż do dnia, w którym Pan spuści deszcz na ziemię... i tak było co dzień. Dzban mąki nie wyczerpał się i baryłka oliwy nie opróżniła się, zgodnie z obietnicą, którą Pan wypowiedział przez Eliasza" (1 Krl 17,13-16).

I to jest sedno tego błogosławieństwa – będąc miłosiernymi, sami otrzymujemy jeszcze więcej (dobra doczesne, ale co ważniejsze – życie wieczne)

Spojrzałam na Kasię, kiedy wchodziła... Ponieważ mamy tu księdza Rafała i Kasię, to przypatrzmy się im, czy oni są szczęśliwi. Są we wspólnocie Przymierze Miłosierdzia – czynią miłosierdzie. Błogosławieni miłosierni, naprawdę błogosławieni – szczęśliwi.

  •  św. Jan Złotousty miłosierdzie nazywa przyjaciółką Boga, która trzyma klucze od skarbów niebieskich i hojnie je rozdaje miłosiernym
  •  "(...) Jakie to dla nas szczęście, że Bóg w tak łatwy sposób pozwala nam odpokutować  za grzechy nasze i wysłużyć sobie nagrodę wieczną!” (ks. Michał Sopoćko)
  • "Jałmużna uwalnia od śmierci i oczyszcza z wszelkiego grzechu. Ci, którzy dają jałmużnę, nasycą się życiem" (Tb 12,8-9).
  •  "Dawaj jałmużnę z majętności swojej i niech oko twoje nie będzie skąpe w czynieniu jałmużny! Nie odwracaj twarzy od żadnego biedaka, a nie odwróci się od ciebie oblicze Boga" (Tb 4,7).
  •  "Jałmużna wybawia od śmierci i nie pozwala wejść do ciemności" (Tb 4,10).
  •  "Jałmużna... oczyszcza z wszelkiego grzechu. Ci, którzy dają jałmużnę, nasycą się życiem" (Tb 12,9).
  •  "Szczęśliwy ten, kto myśli o biednym i o nędzarzu". (Ps 41,4)
  •  "Pożycza Panu, kto lituje się nad biednym, za dobrodziejstwo On mu wynagrodzi" (Prz 19,17).
  •  "Błogosławiony, czyje oko jest miłosierne; bo chlebem podzielił się z potrzebującym" (Prz 22,9). "Dzielić swój chleb z głodnym, do domu wprowadzić biednych tułaczy, nagiego, którego ujrzysz, przyodziać i nie odwrócić się od współziomków. Wtedy twoje światło wzejdzie jak zorza i szybko rozkwitnie twe zdrowie. Sprawiedliwość twoja poprzedzać cię będzie, chwała Pańska iść będzie za tobą" (Iz 58,7-8).
  •  "Kto daje ubogim, nie zazna biedy" (Prz 28,27).
  •  "Dawajcie, a będzie wam dane, miarą dobrą, ubitą, utrzęsioną i wypełnioną ponad brzegi wsypią w zanadrza wasze. Odmierzą wam bowiem taką miarą, jaką wy mierzycie" (Łk 6,38).
  •  "Czyńcie dobrze i pożyczajcie, niczego się za to nie spodziewając. A wasza nagroda będzie wielka i będziecie synami Najwyższego; ponieważ On jest dobry dla niewdzięcznych i złych" (Łk 6,35).




„Błogosławieni czystego serca, albowiem oni Boga oglądać będą”

Serce czyste to serce dobre, szlachetne, wolne od obłudy i zakłamania, serce prawe ("Jak dobry jest Bóg dla prawych i czystego serca" Ps 73, 1).
Istota czystości serca polega na tym, by być przejrzystym. Człowiek czystego serca żyje tak jak myśli, wierzy i czuje. Przy czystości serca chodzi o to, aby moje myśli słowa i gesty były odbiciem tego, co jest w sercu czyli we wnętrzu.

W S.T. przeciwieństwem czystości serca jest serce obłudne, o podwójnym obliczu, serce zakłamane.

Serce czyste będzie sercem złączonym tylko z Bogiem, z nikim innym. Jest to serce, które odmówi mieszania się z duchem świata. Ale kto znajdzie serce czyste? Nie ma ludzi, którzy mieliby czyste serce. Serce człowieka nie jest czyste. Nikt nie ma czystego serca. Z definicji, serce człowieka, serce syna Adama, serce kogoś, kto nosi w sobie grzech pierworodny, zawsze będzie mieszać dobre ziarno i chwast, zawsze będzie łączyć miłość całkowicie bezinteresowną, która pochodzi od Boga i która się daje, z miłością, która bierze.
Czystego serca jest Maryja. Ona uczy prawdziwej czystości, która jest niezwykłą miłością życia, życia Bożego, życia, które Bóg stworzył i którego pragnie dla szczęścia człowieka.

Po hebrajsku czysty, oznacza jednocześnie pełen blasku, jasny. Ta czystość i jasność charakteryzowała Maryję, najpiękniejszą ze wszystkich kobiet. Maryja była piękna, ponieważ była czysta, ponieważ była bez „domieszki".

Błogosławieni czystego serca:
  •  błogosławieni czystego sumienia,
  •  błogosławieni czystych myśli,
  •  błogosławieni wolności wewnętrznej,
  •  błogosławieni czystych planów
Niech w tym wszystkim będzie czystość, bo Bóg jest czysty. Dlaczego błogosławieni są czystego serca? Dlatego, że Boga będą oglądać.
A ja powiedziałabym więcej – że Boga już oglądają, ponieważ, gdy wyrzekamy się spraw tego świata, takich zakłamanych, dwulicowych – wtedy przebywamy z Bogiem, który jest czysty i już Go doświadczamy, już Go widzimy.

Nie wiem, czy macie takie doświadczenie, ja tak miałam, że po Seminarium Odnowy w Duchu Świętym w niesamowity sposób żyłam z Bogiem. Wtedy moje myśli były czyste, niezmącone niczym. W różnych sytuacjach, nawet w ptakach, które coś sobie dziobały – odkrywałam jakąś tajemnicę Bożą. Przez te obrazy i wydarzenia Bóg bardzo mówił i potrafiłam to dostrzec. Szczęśliwi czystego serca.

Mk 7,15 "Nic nie wchodzi z zewnątrz w człowieka, co mogłoby uczynić go nieczystym; lecz co wychodzi z człowieka, to czyni człowieka nieczystym" i Mk 7, 21-22 " Z wnętrza bowiem serca ludzkiego pochodzą złe myśli, nierząd, kradzieże, zabójstwa, cudzołóstwa, chciwość, przewrotność, podstęp, wyuzdanie, zazdrość, obelgi, pycha, głupota."

Żydzi bardzo bali się nieczystości. Ich rytualne obmycia urosły do absurdu. Bardzo dbali o czystość kubków, misek, o obmycia rytualne – bardzo o to dbali. A Pan Jezus mówił do nich w okropnych słowach: plemię żmijowe, groby pobielane. Jaka ohyda się kryła w ich sercu. To była obłuda. Tej postawie Uczonych w Prawie przeciwstawia Chrystus prawdziwą czystość – czystość serca. Błogosławieni czystego serca, którzy to, co mają w sercu – to czynią, to mówią. Nie ma różnicy pomiędzy czynami, a tym, co mam w środku, co myślę o drugim człowieku.
Jan Paweł II  mówił, że cywilizacja śmierci chce zniszczyć czystość ludzkiego serca i otwarcie sprzeciwia się postawie określanej mianem cnoty czystości. I o to musimy dbać, żeby to, co jest w świecie, nie przeniknęło do naszego serca.

To ludzkie serce może być czyste lub nieczyste. To ludzkie serce nadaje impuls ludzkiemu spojrzeniu dobremu lub złemu. Nie trzeba popełniać cudzołóstwa, aby stać się człowiekiem nieczystym. Wzrok nieczysty zabija, uśmierca miłość, bo sprowadza ją często do użycia.
Jeżeli czystość polega na tym, że myśli oraz sądy człowieka zgadzają się z jego moralnymi wyborami, czynami i słowami, to można powiedzieć:
Błogosławieni czystego serca, a więc szczęśliwi ci, którzy żyją zgodnie z Prawem Boga.

Ta zgodność z prawem Bożym powinna dotyczyć wszystkich sfer życia człowieka, nie tylko czystości przedmałżeńskiej, czy małżeńskiej (Ruch Czystych Serc, Wspólnota Czystości Serca - podstawową kwestią są relacje: chłopak – dziewczyna, narzeczony - narzeczona, mąż - żona, a także rodzice - dzieci.).

Chrystus był czystego serca – nie było w nim fałszu, ani zakłamania. Tylko On może oczyścić nasze serca od egoizmu, przywiązań, przewrotności Dlatego powinniśmy wołać za psalmistą: " Stwórz o Boże we mnie serce czyste”, bo tylko ci którzy są czystego serca, Boga będą oglądać.

Dlaczego ludzie o nieczystym sercu nie mogą oglądać Boga?
  •  Egoista Boga oglądać nie może - on ogląda jedynie siebie,
  •  Interesowny z Bogiem jedynie chce załatwiać interesy,
  •  Miłujący siebie nie widzi nic więcej,
  •  Wolny natomiast, czysty, jest przywiązany do Chrystusa.

Człowiek o czystym sercu jest wyrzutem sumienia dla innych. Mąż czysty jest wyrzutem sumienia dla nieczystej żony i odwrotnie. Wiele konfliktów małżeńskich czy rodzinnych z tego wynika.
Ale nie można się poddawać i rezygnować z obranej drogi, bo ludzie o czystym sercu są szczęśliwi.

Przykład Teresy z mojej wspólnoty pokazuje, że nie musi być rozdwojenia pomiędzy moimi czynami, a tym co wyznaję i w co wierzę.
Teresa chciała wynająć mieszkanie i była zdeterminowana do tego, żeby odmawiać parom niesakramentalnym. Męczyła się z tym bardzo długo, musiała odmawiać. Ludzie dzwonili, a ona twardo mówiła, że wynajmie tylko małżeństwu po ślubie kościelnym albo osobie samotnej. I  Pan Bóg naprawdę pobłogosławił. Osoba, która teraz tam mieszka, studentka – jest świetną dziewczyną, wierzącą. Poznałyśmy z Teresą jej dziadków i mamę. To jest błogosławieństwo dla domu. Warto czekać, warto być wytrwałym w tym, w co wierzymy i co mamy w sercu.



„Błogosławieni, którzy wprowadzają pokój, albowiem oni będą nazwani synami Bożymi”

Szalom – pokój. Jezus Chrystus witał się tak ze swoimi uczniami po zmartwychwstaniu.

Są osoby, które mają zdolność, łaskę godzenia i jednania. Kiedy jest jakiś konflikt, nieporozumienie np. we wspólnocie, to taka osoba potrafi go załagodzić. I o taki pokój też chodzi.

Bo my nie mamy możliwości czy władzy nad tym, żeby wprowadzić pokój na całym świecie. Wydaje mi się, że dopóki nie będzie pokoju w ludzkim sercu, to będą wojny. Nawet zawierane pakty, umowy, cokolwiek by ludzie podpisywali – to będzie tylko próba wprowadzenia pokoju ludzkimi sposobami.

Tam, gdzie nie ma Boga, gdzie nie ma Jego pokoju, którego świat nie może dać – tam nigdy tak naprawdę do prawdziwego pokoju nie doprowadzimy, bo w wewnątrz człowieka pozostanie w sercu niezgoda i żadna umowa tego nie zmieni.

Jan Paweł II był specjalistą od wprowadzania głębokiego pokoju, nawet gdyby w swoim życiu miał doświadczyć klęski czy nadwyrężyć swoją „mocarstwową pozycję” autorytetu moralnego.
Kiedy Papież apelował o pokój w Iraku, nie prowadził tylko nieskutecznej, choć wzniosłej propagandy, ale planując wizytę w Ur chaldejskim (dzisiejszy Irak), chce całymi swoimi siłami, zdrowiem i życiem rozpocząć bardzo realistyczne budowanie pojednania Żydów, Arabów i chrześcijan.

Ale dramatyczny apel o pokój, nie zostanie zrealizowany dotąd, dopóki pokój nie zagości w sercu każdego człowieka.
Nie ma prawdziwego, wiarygodnego pokoju na świecie bez Boga. Kto pragnie zaprowadzić trwały pokój bez Bożej chwały, trudzi się daremnie. Bo "pokój tego świata" nie polega na miłości, a tylko na układach. Nie zmienia jednak wewnętrznego nastawienia ludzi na osiąganie przewagi jednych nad drugimi, na panowanie jednych nad drugimi, na wieczną rywalizację w posiadaniu więcej i więcej. W ten sposób można osiągnąć tylko święty spokój.

Przypominacie sobie historię o tabletkach do ssania – wydawało się, że małżonkowie zostali pogodzeni, bo żona przestała krzyczeć na męża, ale co miała w sercu? Nic się nie zmieniło. To, co mamy w sercu i tak kiedyś wybuchnie, znajdzie się sytuacja, kiedy to wyjdzie na zewnątrz.

Można przecież wyobrazić sobie, że w imię uniknięcia nieustannie powtarzających się kłótni, małżonkowie kupują dwa samochody, zamieszkują w osobnych mieszkaniach i na wszelki wypadek osobno spędzają wakacje. Pokój zostaje wprawdzie osiągnięty, ale każdy chyba czuje, że niedokładnie o takie rozwiązanie chodziło.

Pokój musi się też opierać na prawdzie. Wprowadzanie pokoju nie oznacza unikania za wszelką cenę konfliktów i kłótni. Jezus z jednej strony mówi” pokój mój daję wam, z drugiej: „Nie przyniosłem pokoju, ale miecz". Jezus zapowiada, że stanie się przyczyną podziału nawet w rodzinach. Jezus był nie tylko Królem pokoju, ale też znakiem, któremu się sprzeciwiano.

Chrześcijanin, który dąży do pokoju nie jest człowiekiem bezkonfliktowym. Nie o to chodzi, że my będziemy ulegać, że będziemy potulni, aby tylko nie wywiązała się konfliktowa sytuacja. Chrześcijanin musi być w konflikcie ze złem. Taka jest prawda – my musimy wejść w konflikt z tym, co jest przeciwko Bogu i przeciwko człowiekowi.

Shalôm to również słowo pojednania. Kiedy Jezus po swoim zmartwychwstaniu wypowiada słowa „Pokój wam”, obdarza swoich uczniów radością, ale i odpuszczeniem win wobec niedawnej zdrady. Nowa perspektywa objawiona przez Syna Bożego ukazuje nam, że „przebaczyć” przewyższa „mieć rację”. Każda troska o pokój musi być poprzedzona rachunkiem sumienia i pokorną prośbą o przebaczenie w prawdzie, nazywające krzywdy i bóle po imieniu. (Jan Paweł II: „Przebaczamy i prosimy o przebaczenie”, Watykan, 12.03.2000)



"Błogosławieni, którzy cierpią prześladowanie dla sprawiedliwości, albowiem do nich należy królestwo niebieskie. Błogosławieni jesteście, gdy ludzie wam urągają i prześladują was, i gdy z mego powodu mówią kłamliwie wszystko złe na was. Cieszcie się i radujcie, albowiem wasza nagroda wielka jest w niebie. Tak bowiem prześladowali proroków, którzy byli przed wami."

Błogosławieni, którzy cierpią prześladowanie dla sprawiedliwości, czyli dla tego wszystkiego, co Pan Bóg chce dla nas, co jest sprawiedliwe. Nie chodzi o to, żeby wszyscy mieli po równo, ale żeby oddać sprawiedliwość drugiemu człowiekowi i Bogu. Do nich należy królestwo niebieskie.

Przypomnijmy, że sprawiedliwość w języku Biblii to pełnienie woli Bożej w całej rozciągłości, a więc chodzi tu zarówno o stosunek człowieka do Boga, jak i do bliźniego. Sprawiedliwy to człowiek żyjący z wiarą i wiarą w Boga, ale też i ten, który uwzględnia prawa Boże w odniesieniu do bliźniego: dzieli się dobrami z biednym, dba o wdowy i sieroty, pożycza potrzebującym, nie zatrzymuje zapłaty robotnika itp.

Dalsza część tego błogosławieństwa brzmi: „Błogosławieni jesteście, gdy ludzie wam urągają i prześladują was...” – wtedy jesteście błogosławieni, bo jesteście podobni do Chrystusa.

Kiedy nasza liderka Ania Szewczyk cierpiała i mówiła, że już nawet nie może się modlić, nie ma siły, żeby czytać książki – wtedy kapłan jej powiedział, że teraz właśnie jest najbliżej Chrystusa, w tym cierpieniu jest Chrystus, jest z nim zjednoczona w cierpieniu.

Błogosławieni jesteście, gdy teraz jest w waszym sercu cokolwiek trudnego, jeżeli cierpicie, przeżywacie trudności, gdy czynicie dobro, a inni tego nie rozumieją i śmieją się z waszej naiwności.

Na tej drodze cierpienia dla sprawiedliwości uprzedził człowieka już sam Chrystus, który osobiście doznał prześladowań z powodu swej wierności głoszonej Ewangelii, stając się tym samym wzorem. Prześladowania towarzyszą Chrystusowi przez całe życie - od narodzin (wraz z Józefem i Maryją ucieka do Egiptu) , aż po ukrzyżowanie.

Chrystusowe cierpienia dla sprawiedliwości ukazują zakres prześladowań, do których należą:
  • cierpienia fizyczne,
  • ludzkie uszczypliwości i docinki (Jezus - przyjacielem celników i grzeszników, żarłok i pijak)
  • obmowy i oszczerstwa (Jezus posądzony o kontakt z Belzebubem)
  • oraz więzienia i powodowanie śmierci
Nie cierpi prześladowania ten, kto ze sprawiedliwości rezygnuje, byle żyć wygodnie, byle się nie narazić niesprawiedliwym.
Cierpi ten, kto przy jakichś wartościach obstaje wbrew działaniu przeciwników. Pomimo, że swoim obstawaniem przy tych wartościach naraża się. Ten jest błogosławiony.

W jednej z parafii w Belgii postawiono w różnych grupach parafialnych pytanie: czy można dziś kierować się Ewangelią i zarazem nie narazić się otoczeniu?
W jednym z takich zespołów ludzie zaczęli rozważać konkretne sytuacje w ich pracy.

  • Lekarz stwierdził, że chcąc w szpitalu wprowadzać bardziej ludzkie stosunki, bardziej ludzkie traktowanie personelu i chorych, musi się narazić otoczeniu, w którym obowiązuje wyłącznie zasada wydajności pracy. Przy tym nie bierze się pod uwagę ludzi z ich realnymi możliwościami, ani potrzeb psychicznych tak pracowników, jak i pacjentów. By wprowadzić inny styl, lekarz musi się narazić zarówno swoim przełożonym, jak kolegom i podwładnym.
  • Pielęgniarka osiedlowa opowiedziała, ile musi się nawojować z różnymi uprzedzeniami zamożnego społeczeństwa wobec różnych bied ludzkich i tak zwanego marginesu społecznego.
  • Ktoś inny, pracujący w przedsiębiorstwie, mówił o tym, że trzeba się narazić, jeśli się chce naprawdę walczyć wewnątrz tegoż przedsiębiorstwa o sprawiedliwość społeczną, i jak często z tej walki rezygnuje, nie mając odwagi narazić się na prześladowanie.
  • Wszyscy doszli do wniosku, że nie tylko chrześcijanin, ale po prostu człowiek głęboko prawy i uczciwy musi się narazić otoczeniu. Jeżeli się nikomu nie naraża, to musi się to odbywać kosztem sprawiedliwości, ponieważ stosunki między ludźmi są głęboko niesprawiedliwe.

Moje świadectwo – mówiące o obawie przed osądzeniem, przed prześladowaniem, przed urąganiem.

Do tramwaju, którym jechałam wsiadł syn pewnej osoby ze wspólnoty. Był to alkoholik, brzydko wyglądał i pachniał. Nie chciałam, żeby mnie zauważył, bo bałam się pokazać przed innymi ludźmi, że go znam. Bałam się osądu pasażerów, tego, co o mnie pomyślą, w jakim środowisku się obracam, że znam takich ludzi. Ale przyszła mi myśl, że on też jest dzieckiem Boga, dlaczego ja mam się wstydzić tego, że go znam.

Myślę, że w tym ostatnim błogosławieństwie chodzi również o takie prześladowanie dla sprawiedliwości, kiedy ktoś cię wyśmieje i osądzi, gdy okażesz życzliwość człowiekowi odrzuconemu przez innych.

Niech te osiem omówionych dzisiaj błogosławieństw będzie naszym udziałem. Amen.