Katolicka Odnowa w Duchu Świętym
w Archidiecezji Szczecińsko-Kamieńskiej

"Wierność Chrystusowemu Objawieniu - owocuje" - katechezy 2012

Środa (18.07.2012 r.) - Tekla

Dzisiejszym tematem są cnoty teologalne oraz pokora, cichość i mądrość.

Wszystkie ludzkie cnoty, o których do tej pory była mowa w czasie katechez, i o których jeszcze będzie mowa, są zakorzenione w cnotach teologalnych. Wszyscy chyba znają te cnoty: wiara nadzieja i miłość.

Cnoty te uzdalniają człowieka do uczestnictwa w naturze Bożej, tzn. uzdalniają nas w tym, żebyśmy coraz bardziej upodabniali się do Chrystusa. Cnoty teologalne są wszczepione w duszę człowieka, by kształtować i pobudzać do życia moralnego, do dobrego życia, do takiego życia, którego Bóg od nas oczekuje, byśmy stawali się coraz bardziej dziećmi Bożymi, coraz bardziej do Niego podobni – i zasłużyli na życie wieczne.

Dzięki cnotom teologalnym – jeśli je posiadamy – jesteśmy pewni, że jest w nas obecny Duch Święty i ten Duch Święty przez nas działa, w nas działa.
Powiedziałam już, że są 3 cnoty teologalne: wiara, nadzieja, miłość.

Wiara

Dzięki cnocie wiary wierzymy w Boga i we wszystko, co nam powiedział i objawił, a Kościół święty podaje nam do wierzenia. Nie tylko wierzymy w Boga, bo w to również szatan wierzy, ale także ufamy Mu, że to, co nam przekazuje w objawieniu, w swoim Słowie – jest dla nas najlepsze, byśmy mogli osiągnąć życie wieczne.

Tu mi się  przypomina 10 przykazań Bożych – „same zakazy” – nie zabijaj, nie kradnij, nie..., nie..., nie... Nie patrzmy na te 10 przykazań Bożych jak na jakieś ograniczenia, tylko na ogromną łaskę Boga, który nam pokazuje drogę – jeśli nie będziesz tego robił, to czeka cię to. Te krótkie przyjemności ziemskie są tak szybko przemijające, jak mgnienie oka.

Człowiek wierzący dąży nieustannie do poznawania Boga, poznawania Jego woli, i ze wszystkich swoich sił stara  się tę wolę Bożą wypełniać w swoim życiu.
Cnota wiary trwa w tym, kto nie zgrzeszył przeciw niej. A kto grzeszy przeciw cnocie wiary? Może być dobrowolne wątpienie i niedobrowolne wątpienie.

Dobrowolne wątpienie przeciw wierze, to jest lekceważenie tego, co Bóg objawił, a Kościół podaje do wiadomości. Niedobrowolne wątpienie, to jest chwiejna wiara typu: „może to jest prawdą, a może to nie jest prawdą”, „nie wiem, czy w to wierzyć, czy nie”.

Dalej: niewiara – to jest lekceważenie prawd objawionych. W tym są: herezja i schizmy.

Wiara musi jednak współpracować z tymi dwiema następnymi cnotami teologalnymi, bo bez nadziei i miłości sama wiara nam nie wystarczy, by całkowicie się wszczepić w Chrystusa, żeby być członkiem Jego Mistycznego Ciała.

Uczniowie Chrystusa – a chyba wszyscy się za takich uważamy – powinni nie tylko wierzyć tą wiarą i żyć, ale wyznawać i świadczyć o niej w każdej sytuacji, i szerzyć ją, gdzie się tylko da. Powinniśmy być zawsze gotowi do tego, by mówić o Chrystusie, mówić o Bogu i świadczyć o Nim – najlepiej własnym świadectwem, które jest najbardziej przekonujące.

Powinniśmy iść wiernie za Chrystusem ukrzyżowanym wśród wszelkich naszych przeciwności. Chrystus powiedział: „jeśli chcesz pójść za Mną (...) weź swój krzyż i naśladuj Mnie”

Świadectwo wiary powinno być poparte służbą. Ci, którzy w jakiś sposób służą, nie koniecznie we wspólnocie, ale służą w rodzinie – całym sercem, tak, jak potrafią najlepiej, w pacy zawodowej – wykonując ją najlepiej, jak potrafią, pomimo tego, że są niedoceniani, jest wiele przeszkód – ale wypełniają ją całym sercem, służą całym sercem. Wtedy taka postawa, taka służba prowadzi do zbawienia.

W Mt 10, 32-33 czytamy: „Do każdego więc, kto się przyzna do Mnie przed ludźmi, przyznam się i Ja przed moim Ojcem, który jest w niebie. Lecz kto się Mnie zaprze przed ludźmi, tego zaprę się i Ja przed moim Ojcem, który jest w niebie.”

Kochani, upraszajmy u Boga tę łaskę wiary, która jest nam bardzo potrzebna. Jezus powiedział, że gdybyśmy mieli wiarę, jak ziarnko gorczycy, to byśmy góry przenosili. Módlmy się chociaż o taką małą wiarę, jak ziarnko gorczycy, a Bóg zrobi swoje.

Nadzieja

Drugą cnotą teologalną jest nadzieja. Tak, jak już powiedziałam – wiara bez miłości i nadziei nie wystarczy, by ściśle zjednoczyć się z Chrystusem, by być członkiem Jego Mistycznego Ciała. Nadzieja uzdalnia nas do niczym nie zachwianego, niczym nie zmąconego pragnienia osiągnięcia królestwa Bożego, pokładając bezgraniczną ufność w obietnicach Chrystusa, że „w Moim domu jest mieszkań wiele”, że to mieszkanie jest dla nas przygotowane. Od nas zależy, czy będziemy dążyć do tego mieszkania, czy nie.

Człowiek obdarzony cnotą nadziei, opiera się nie na swojej mocy, nie na swoich siłach, ale na mocy Ducha Świętego, wiedząc doskonale, że własne siły tu nie wystarczą, bez pomocy Boga – nie wystarczą. Potwierdzenie tego znajdujemy w Liście do Tytusa: „On zesłała na nas obficie Ducha Świętego przez Jezusa Chrystusa, Zbawiciela naszego, abyśmy usprawiedliwieni Jego łaską, stali się w nadziei dziedzicami życia wiecznego" (Tt 3,5-7). Wiemy, że dzięki łasce Bożej, dzięki pomocy Ducha Świętego, dopiero jesteśmy w stanie osiągnąć życie wieczne, być tymi dziedzicami.

Cnota nadziei przynagla nas, byśmy wszelkie nasze działanie, wszelkie podejmowane przez nas dzieła – rozeznawali, czy są one zgodne z wolą Bożą, czy nie, i bacznie uważali na czystość naszych intencji – dlaczego to chcemy zrobić? To jest bardzo istotne. Życie nadzieją chroni nas przed egoizmem i prowadzi do szczęścia.

Wzorem nadziei jest Abraham - „On to wbrew nadziei, uwierzył nadziei, że stanie się ojcem wielu narodów” (Rz. 4, 18). W Izaaku otrzymał spełnienie obietnicy, ale w jego ofierze został całkowicie oczyszczony z egoizmu. Dzięki tej próbie, dał świadectwo wiary i ufności, że obietnica Boża jest prawdziwa. Jeżeli Bóg mu obiecał, że będzie ojcem wielu narodów, to On ma sposoby na to, by się tak stało. Bóg dopuszcza na nas różnego rodzaju próby, by wypróbować naszą wiarę, by wzmocnić nas, oczyścić.

Grzechami przeciwko nadziei są:

  •  Rozpacz – przypomnijmy sobie Judasza – już nie wierzył w to, że Bóg może mu wybaczyć, a przecież Bóg jest miłością i wystarczyło się do Niego zwrócić.
  •  Zuchwała ufność – przypomnijmy sobie grzechy przeciw Duchowi Świętemu. Z jednej strony zbytnio ufam miłosierdziu Bożemu – „hulaj dusza, piekła nie ma, ja mogę robić wszystko, a Bóg i tak mnie zbawi, bo jest taki miłosierny. Z drugiej strony przeceniam swoje siły i zdolności myśląc, że zbawienie osiągnę tylko dzięki sobie.
Miłość

Trzecią cnotą teologalną jest miłość. Po wczorajszej homilii, tak płomiennie wypowiedzianej na temat miłości – cóż dodać?

Ta cnota uzdalnia nas do tego, byśmy Boga kochali nade wszystko, dla Niego samego – dlatego, że On istnieje, a bliźniego swego, jak siebie samego – z powodu miłości Bożej. Jezus czyni z miłości przedmiot przykazania nowego: „To jest moje przykazanie, abyście się wzajemnie miłowali, tak jak Ja was umiłowałem” (J 15,12). Wczoraj ks. Rafał mówił wiele przykładów ze szkoły na ten temat – jakie cuda się dzieją, jeśli tą miłością obdarza się innych.

Ale Jezus idzie dalej. Zachęca nas i uzdalnia przez tę cnotę miłości do tego, byśmy kochali naszych nieprzyjaciół. Na własnej skórze przekonałam się niejednokrotnie, że gdy mi ktoś mocno „nadepnie na odcisk” i mnie ostro boli, to pierwszy pojawia się bunt. Ale Bogu dziękuję, że dosyć szybko, a czasami natychmiast – nie wiem, jak to Pan Bóg robi – stają przede mną te słowa: „miłujcie waszych nieprzyjaciół i módlcie się za tych, którzy was prześladują” (Mt 5, 44) oraz „nie złorzeczcie, ale błogosławcie” (por. Rz 12, 14b). Słuchajcie, zaczynam błogosławić! Kiedy zaczynam polecać Bogu osobę, która spowodowała moje rany, to w serce wstępuje taki pokój, taka radość, że to jest nie do opisania, to jest niesamowite. Z tego powodu się bardzo cieszę, że ta nauka Chrystusa tak weszła w moje serce. Nie złorzeczyć, ale błogosławić...

O miłości przepięknie mówi „Hymn o miłości”: „...Gdybym też miał dar prorokowania i znał wszystkie tajemnice, i posiadał wszelką wiedzę, i wszelką [możliwą] wiarę, tak iżbym góry przenosił, a miłości bym nie miał, byłbym niczym. I gdybym rozdał na jałmużnę całą majętność moją, a ciało wystawił na spalenie, lecz miłości bym nie miał, nic bym nie zyskał. Miłość cierpliwa jest, łaskawa jest. Miłość nie zazdrości, nie szuka poklasku, nie unosi się pychą; nie dopuszcza się bezwstydu, nie szuka swego, nie unosi się gniewem, nie pamięta złego; nie cieszy się z niesprawiedliwości, lecz współweseli się z prawdą. Wszystko znosi, wszystkiemu wierzy, we wszystkim pokłada nadzieję, wszystko przetrzyma. Miłość nigdy nie ustaje, [nie jest] jak proroctwa, które się skończą, albo jak dar języków, który zniknie, lub jak wiedza, której zabraknie. Po części bowiem tylko poznajemy, po części prorokujemy. Gdy zaś przyjdzie to, co jest doskonałe, zniknie to, co jest tylko częściowe. Gdy byłem dzieckiem, mówiłem jak dziecko, czułem jak dziecko, myślałem jak dziecko. Kiedy zaś stałem się mężem, wyzbyłem się tego, co dziecięce. Teraz widzimy jakby w zwierciadle, niejasno; wtedy zaś [zobaczymy] twarzą w twarz: Teraz poznaję po części, wtedy zaś poznam tak, jak i zostałem poznany. Tak więc trwają wiara, nadzieja, miłość - te trzy: z nich zaś największa jest miłość.”

Ten Hymn sprawia, że moje serce się raduje. Jest to Hymn, który ma tyle treści w sobie, tyle nauki, tyle pouczeń, że trudno nie dziękować Bogu za tak wspaniałe wyśpiewanie Hymnu o miłości. Mam nadzieję, że dzięki rozmiłowaniu się w tym Hymnie, dzięki łasce Bożej – nie będę „cymbałem brzmiącym”, który tutaj stoi przy ambonie i się wymądrza.

Miłość sprawia, że potrafimy rozwijać i praktykować wszystkie cnoty, bo miłość jest więzią wszystkich cnót, taką więzią doskonałości. Ożywione miłością praktykowanie życia moralnego daje chrześcijaninowi wolność dzieci Bożych.

Święty Bazylii z Cezarei nauczał, że albo unikamy zła bojąc się kary, która nas za to spotka, i wtedy jesteśmy jak niewolnicy – robimy, bo się boimy, albo unikamy zła dlatego, że liczymy na nagrodę – wtedy jesteśmy jak najemnicy, albo wreszcie unikamy zła dla samego dobra, jakim jest Bóg. Unikamy zła, dzięki temu, że nam wlewa miłość i dzięki temu potrafimy kochać Jego i bliźnich – właśnie wtedy stajemy się dziećmi Bożymi, jesteśmy coraz bardziej w ufności przed Nim.

Sobie i Wam Wszystkim życzę, żebyśmy byli pełni dziecięctwa Bożego.

Na koniec powtórzę za św. Pawłem: „Tak więc trwają wiara, nadzieja, miłość - te trzy: z nich zaś największa jest miłość”.


Teraz spróbuję powiedzieć na temat cnót, którymi są: pokora, cichość, mądrość.

Pokora

Kochani, gdy słyszę słowo „pokora”, to automatycznie przypominam sobie sytuację sprzed wielu lat. Było to po moim „Wylaniu Ducha Świętego”, na Golęcinie. Pamiętam, że moje serce po tej modlitwie było pełne radości Bożej, chciało mi się fruwać – fruwać to nie mogę, ale zatańczyła bym chętnie. Zwróciłam się do mojego Mariana i mówię: chodź, zatańczymy wokół ołtarza. A Marian mówi: coś ty, nie! Ja prosiłem o pokorę. Zmroziło mnie to zupełnie. Moja radość prysła jak bańka mydlana. Chciało mi się płakać. Mówiłam: no po co ja tu jestem, Boże, przecież i tak nic z tego nie będzie – byłam cała załamana. Ale potem była Eucharystia i kapłan (Józef Łągwa, jezuita) poprosił w pewnym momencie, żeby podzielić się swoimi przeżyciami z dnia dzisiejszego – no i podzieliłam się.
Wtedy ksiądz zaczął śpiewać:

„Znów dotknij serc nasz Panie
Napełnij nas swym Duchem...”


Po pierwszych słowach tej pieśni wstąpiła we mnie ponownie taka radość, że zaczęłam się śmiać, prawie że histerycznie, do tego stopnia, że nie potrafiłam tego śmiechu zatrzymać niczym i bardzo długo bolały mnie wszystkie mięśnie twarzy. To było na temat pokory. Ale wiem teraz, że Marian bardzo słusznie prosił o pokorę.

Pokora jest najcenniejszą z cnót i myślę, że dlatego tak trudno ją w sobie wypracować. Nie na darmo jest nazywana „klejnotem świętych”. Poważną przeszkodą do osiągnięcia pokory jest nasze „ego”, nasza pycha, która, jak mówi porzekadło, umiera dopiero 15 minut po śmierci człowieka. A Jezus uniżył samego siebie, przyjął ciało z Maryi Dziewicy, narodził się w stajence, pierwsi uwielbiali Go i pokłon Mu oddali ubodzy pastuszkowie. Jeśli On, Jezus Chrystus – Bóg – potrafił tak uniżyć samego siebie, to my patrząc na Niego, możemy być pewni, że jest to możliwe, ale wiadomo – z Jego łaską. Wtedy możemy Go naśladować.

Czym mamy się pysznić? Tym, co sobą stanowimy, jakie mamy zdolności, co posiadamy? Przecież to wszystko od Niego mamy! Więc czym się mamy pysznić? W każdej chwili może nam to zabrać. Nieustannie powinniśmy mieć postawę wdzięczności. Wzorem dla nas jest Maryja, pokorna Służebnica Boża. Wiemy, że matka jest pierwszą naszą nauczycielką. Jak nie dziękować Jezusowi, który dał nam z krzyża swoją Matkę – za naszą Matkę, która może nas wszystkiego od początku uczyć.

Pokorny człowiek potrafi się cieszyć z powodzenia drugiego człowieka, że komuś się powodzi – nie zazdrości mu. Spójrzmy na modlitwę faryzeusza i celnika. Która z tych modlitw była Bogu miła? Celnika: „Boże, miej litość nade mną, grzesznikiem”.

W sobie postawę pokory wypracowuję adorując Najświętszy Sakrament, wtedy, kiedy klęczę przed majestatem Bożym i sobie uświadamiam, przed kim klęczę – że ja, proch mizerny przed Tobą Panie staję, a Ty mnie nie odrzucasz, tylko się pochylasz z miłością.

Pokora uzdalnia nas do nieustannego pytania Boga: Panie, co chcesz, abym czynił? Co Ty chcesz, nie co ja chcę. To, co moje, to sobie bez żalu na bok odstawiam.

Jakiej modlitwy nauczył nas Jezus Chrystus? Modlitwy Ojcze nasz. Jak się jej przyjrzymy głębiej, to zobaczymy, że to jest pokorna postawa dziecka przed Ojcem.

Cichość

Chciałoby mi się wykrzyczeć: Jezu cichy i pokornego serca, uczyń serce moje według serca Twego. Tutaj do Agnieszki całusek za wczorajsze upomnienie: nie krzycz tak! Bardzo dziękuję.

Nie należę do ludzi cichych. Bardzo dużo lubię mówić i to głośno, może dlatego, że mój mąż ma przytępiony słuch. Teraz ja też mam zatkane uszy i wydaje mi się, że mnie nikt nie słyszy. Zdaję sobie sprawę, że moja mowa nie zawsze jest mową budującą. Miej litość Panie Boże nade mną.

Kiedyś zakompleksiona po uszy. Nie potrafiłam sklecić prostego zdania publicznie, a przed nauczycielami i profesorami, których się bałam, to na pytanie, na które znałam doskonale odpowiedź – nie potrafiłam odpowiedzieć. A po Słowie, które otrzymałam na „Wylaniu Ducha Świętego” rozeznano mi, że mam dar nauczania. Mówię: Boże, to przecież pomyłka. Długie lata się z tym zmagałam, absolutnie nie chciałam wierzyć, że tak jest, a dzisiaj stoję przez wami i głoszę. Pan Bóg jest niepojęty, co ze mną zrobił przez ten czas.

Na jednych z rekolekcji, w których uczestniczyłam na Górze Świętej Anny, to były rekolekcje dla liderów (nie byłam wtedy liderem, ale wysłał mnie nasz koordynator) – Pan doskonale mi pokazał moje gadulstwo. Tak je zobaczyłam, że byłam sobą całkowicie załamana.

Była tam dziewczyna, którą widziałam jako wzór cichości i doskonałości w tej dziedzinie. Podeszłam do niej i prosiłam: módl się za mnie, żeby Pan mi zabrał to gadulstwo, bo przecież tak nie mogę. Jakie było moje zdziwienie, gdy ona popatrzyła na mnie, zrobiła cielęce oczy i mówi: nie Tekla, ja nie mogę, bo Pan chce, żebyś ty głosiła Jego Słowo, żebyś ty swoim językiem Go wychwalała. To był dla mnie szok. Pan Bóg jest niepojęty, co potrafi zrobić.

Mądrość

Ostatnia z cnót, którą mam omówić, to jest mądrość. Mądrość to jest też jeden z darów Ducha Świętego, o tę mądrość prosi biskup nakładając ręce w czasie bierzmowania.

Mądrość jest tchnieniem mocy Ducha i przeczystym wypływem chwały Wszechmocnego, i dlatego nic skażonego nie może do niej przylgnąć. Od jakiegoś czasu mam takie pragnienie, żeby przy okazji życzeń, z różnych okazji – imienin, urodzin, ślubu – życzyć mądrości. Zdarzają się reakcje: co, uważasz mnie za nieodpowiednio mądrego? Wtedy próbuję tłumaczyć, o jaką mądrość mi chodzi. Dzięki mądrości, jaką Bóg w nas wlewa i którą sobie upraszamy – możemy dobrze wybierać. Potrafimy swoje wyobrażenia, swoje „chciejstwa” odstawić na bok  - bez żalu, bez pretensji – i pozwolić się prowadzić Panu Bogu. Powinniśmy się nieustannie modlić o mądrość.

Muszę wam powiedzieć, że zachwyciła mnie na początku drogi we wspólnocie – modlitwa króla Salomona, który prosił o mądrość. Jego modlitwa tak się Bogu spodobała, że dał mu tej mądrości tyle, że był naprawdę bardzo dobrym sędzią, i jeszcze dołożył wiele innych darów. Bogu się spodobało, że prosił o mądrość, mądrość, która była mu potrzebna, by być dobrym sędzią, żeby sprawiedliwie osądzać. Od tego czasu zaczęłam się modlić trochę egoistycznie o mądrość dla siebie. Po jakimś czasie rozszerzyłam tę modlitwę o członków mojej rodziny. Pan Bóg często mi daje pocieszenia – patrząc na postępowanie moich dzieci, potrafię powiedzieć: Boże, jak Ci dziękuję, że właśnie tak postąpili, a nie inaczej.

Moi kochani, mądrość Boża nas tu dzisiaj przyprowadziła, mimo wielu przeciwności losu. I niech nas ta mądrość prowadzi swoimi ścieżkami, a my poddajmy się Jego kierownictwu.