Katolicka Odnowa w Duchu Świętym
w Archidiecezji Szczecińsko-Kamieńskiej

"Radykalizm wiary - przewodnik po trudnościach życia codziennego"

19 lipca (piątek)
Jestem niewolnikiem pieniędzy – Tekla


Często słyszymy: „pieniądze szczęścia nie dają”. Jeśli tak jest, to czemu tak bardzo troszczymy się, by je zdobywać?
Jednemu marzyły się ciepłe i nieprzemakalne buty na zimę, a innemu, żeby z rodzicami mógł pojechać w ferie do Zakopanego na narty. I jak to załatwić – każdemu według potrzeb?

W Piśmie św. znajdujemy fragmenty, które nie wyrażają się pochlebnie o bogaczach – „Jak trudno bogatemu wejść do królestwa niebieskiego?”. Ale znajdujemy też takie, z których dowiadujemy się, że Pan Jezus bardzo kochał bogaczy, nie stronił od nich. Łazarz był Jego serdecznym przyjacielem, często korzystał z jego gościnności. Do grona apostołów włączył Mateusza – celnika. Gościł u Zachariasza.

W Starym Testamencie dobrobyt kojarzono z ogromnym Bożym błogosławieństwem. Pan Jezus bardzo kochał też ubogich. Pochylał się nad ich nędzą, chorobą. Przyjmował dary od majętnych, zostawiał dla siebie i uczniów tyle, ile było niezbędne, a resztę rozdawał ubogim, potrzebującym. Przyjął też drogocenny olejek wylany na Jego stopy, a oburzonym z tego powodu powiedział: ubogich zawsze będziecie mieć przy sobie.

Jak to więc jest z tym bogactwem?
„Pieniądz może być dobrym sługą, ale złym panem”. Dzięki pieniądzom możemy być syci, odziani, możemy wygodnie żyć, spędzać wspaniałe wakacje, możemy wspierać różnego rodzaju akcje charytatywne, dawać nawet spore ofiary np. na budowę świątyń – i to wszystko jest dobre. Dzięki ofiarności naszych przodków możemy podziwiać wspaniałe budowle świątyń, wszelkiego rodzaju zabytków, i możemy za to Bogu dziękować. Chodzi jednak o to, by nie pozwolić, aby nasze serca stawały się twarde jak głaz, żeby nasze pieniądze nie zasłaniały nam człowieka, który jest obok i jest w potrzebie. A gdy już ten proces się zacznie, to pieniądze zasłonią nam również Boga. W naszym sercu już nie będzie dla Niego miejsca, wy-prze Go pieniądz. Bóg nie będzie ci potrzebny, bo będziesz samowystarczalny.

Nie ma niczego złego w uczciwym dorabianiu się, pod warunkiem, że zachowamy w naszej świadomo-ści prawdę, że to dzięki Bożej pomocy mam pracę, że to On obdarza nas zdrowiem i zdolnościami, by tę pracę wykonywać dobrze i rzetelnie, i że dobra, które posiadam, są tak naprawdę Jego dobrami danymi nam do zarządzania. I z tego, jak będziemy nimi zarządzać, Bóg nas rozliczy.

Będąc bogatym mieszkam wygodnie, jeżdżę super samochodem, wolny czas spędzam w środowisku odpowiadającym mojemu standardowi życia. W tych miejscach trudno dostrzec ubogiego. Oni się tu nie pojawiają, dla nich to za wysokie progi. Tak izolujemy się od nędzy tego świata i powoli wsiąka w nas obojętność na nędzę innych. No, czasami coś zobaczymy w telewizji, ale wydaje się to marginalne; „cóż my możemy zrobić, od tego są specjalne instytucje”. Wrażliwość serca coraz bardziej słabnie. Serce człowieka, który kocha swój sejf, będzie sercem z kamienia.

Jak można pomagać innym? Na bardzo różne sposoby. Starajmy się jednak, by podawać wędkę, a nie rybę, bo ryba jest pomocą chwilową i u wielu może stać się sposobem na życie. Tymczasem „wędka” przynagla do inicjatywy, do podjęcia wysiłku, by wyjść z chwilowego kryzysu.

Pewnego razu prasa opisywała przypadek amerykańskiego milionera, który niemal w jednej chwili stracił wszystko i znalazł się na ulicy. Po nocy przespanej pod gołym niebem, chciało mu się palić. Zmagał się ze sobą, głód nikotynowy był jednak tak silny, że poprosił przechodnia o papierosa. Ten zmierzył go od stóp do głów i zwymyślał – jak się nie wstydzi, młody, silny mężczyzna żebrze, a pieniądze leżą na ulicy, tylko nie trzeba się lenić, ale wziąć się do roboty. Nie dostał papierosa, ale rozejrzał się i zobaczył, że leżą kawałki żelastwa. Przy śmietniku leżał wózek. Pozbierał złom, zawiózł do skupu i miał już na chleb i na papierosy. Odpadów było mnóstwo, więc zaprosił do współpracy drugiego bezdomnego i interes zaczął się kręcić. Po jakimś czasie założył firmę, która bardzo dobrze prosperowała – i znów stał się milionerem. Szukał usilnie człowieka, który odmówił mu papierosa. Chciał mu oddać połowę swych pieniędzy za uratowanie mu życia.

Człowiek posiadający wiele dóbr powinien pamiętać, że choć są jego własnością, nie istnieją wyłącznie dla niego. Papież Leon XII pod koniec XIX w. w swojej encyklice Rerum novarum napisał, że po zaspokojeniu własnych potrzeb, nadwyżkę należy rozdać ubogim. Ile ta nadwyżka wynosi? Każdy winien rozważyć to w swoim sercu. Mamy też świadomość, że państwo zabierając nam znaczną część nad-wyżki w formie podatków, wzięło na siebie rozdzielanie jej dla potrzebujących. Św. Paweł w Hymnie o miłości przestrzega: „Gdybym rozdał na jałmużnę całą majętność moją (...) a miłości bym nie miał, nic bym nie zyskał”. Prawdziwa jałmużna wynika ze współczucia.

Starajmy się wczuć w sytuację czyjegoś ubóstwa. Nie pozwólmy, by serca nasze stawały się sercami z kamienia. Starajmy się usilnie, by to, co posiadamy, nie posiadło nas. Korzystajmy z dóbr ziemskich, ale myślmy o tym, co wieczne i o to usilnie zabiegajmy. Św. Franciszek Salezy powiedział: „Lekarze mają różne trucizny, ale nie są zatruci. Podobnie możesz mieć wiele bogactw, nie zatruwając się nimi”.

Nie bądźmy skąpcami, chciwymi. Co ciekawe, z wiekiem i nabytym doświadczeniem życiowym łatwo przychodzi nam pozbyć się wszelkich namiętności, ale ze skąpstwem starość ma bardzo dużo wspólnego.

Na jednym ze starych nagrobków można przeczytać: „Co przepuściłem, to straciłem; co posiadałem, zostawiłem innym; co rozdałem, należy do mnie”. Dobrze byłoby o tym pamiętać.

Po co poświęcać życie na coś, co pozostawi nas z uczuciem pustki i duchowego głodu?

Św. Alfons powiedział: „Ci, którzy niczego nie pragną z tego świata, są panami całego świata”.

Bł. Jan Paweł II mówił: „Ważniejsze by być, niż mieć”, a Grzegorz Wielki: „Nie martwcie się o to, co macie, ale o to, czym jesteście”.

Najlepszym lekarstwem na chciwość jest szczodrobliwość. Przykładem może być św. Joanna, która odziedziczyła po rodzicach sklep z dewocjonaliami. W swojej pazerności, chcąc bardzo szybko dorobić się dużej fortuny, nieustannie podwyższała ceny swoich towarów. A gdy było jej jeszcze mało, zaczęła handlować w niedzielę (popatrzmy, co się dzieje dziś). Jednak po nawróceniu postępowanie odwróciła o 180 stopni. Nie handlowała już w niedzielę, obniżyła ceny, a co zarobiła, to z radością rozdawała potrzebującym.

Pamiętajmy, że więcej radości jest w dawaniu, aniżeli w braniu.


Słowo do medytacji: Mk 11, 15 – 17
1) Jak reagujesz na pazerność innych?