Katolicka Odnowa w Duchu Świętym
w Archidiecezji Szczecińsko-Kamieńskiej

"Radykalizm wiary - przewodnik po trudnościach życia codziennego"

18 lipca (czwartek)
Inni mnie denerwują,
Zazdrość sprawia, że jestem nieszczęśliwy – Agnieszka


Kochani, przypadły mi na dzisiaj dwa straszne grzechy: gniew i zazdrość – bardzo groźne z samej nazwy. Ksiądz Gracjan tutaj podkreślał, że gniew i irytacja to są dwie różne rzeczy. Czasem nazywamy coś gniewem, może przez takie małe „g”. Gniew raczej to jest coś stałego, coś takiego poważnego. np. zagniewane jakieś rody, rodziny, sytuacje bardzo trudne, kiedy ten gniew jest w sercu noszony, kiedy bardzo trudno się go pozbyć, trudno się pogodzić.

Kiedyś znajomy kapłan mi opowiadał, że często przy pogrzebach są takie trudne spowiedzi święte, kiedy np. tej zmarłej osobie komuś było trudno wybaczyć, a teraz chce przyjąć komunię świętą na jego pogrzebie i przełamuje się, i z jakiś bardzo starych spraw, trudnych, ciężkich, noszonych latami się spowiada. To jest taki ten gniew, jak go nazwałam przez duże „G”, gniew bardzo poważny, gniew trudny do jakiegoś pozbycia się.
Często natomiast u nas w życiu pojawiają się takie sytuacje nagłe, sytuacje, kiedy mówimy, że się gniewamy na kogoś, czy się zdenerwowaliśmy, czy zirytowaliśmy. I to są też trudne sytuacje, po-nieważ one nazbierane czynią taki stożek, stosik, z którego to stożka może się kiedyś zrobić taki jakiś ka-mień, który będzie stanowił barierę między osobami, które tak dokładają, dokładają, dokładają.

Bracie, siostro, czy jesteś porywczy? Trzeba by się dzisiaj nad tym zastanowić: czy jesteś porywczy? Jeżeli tak, to powiem, że jesteś w dobrym towarzystwie, ponieważ wielu świętych było właśnie takich porywczych. I wcale się z tym nie kryli. Św. Franciszkowi potrzeba było dwudziestu lat, żeby zapanować nad gniewnymi wybuchami, nad taką sytuacją, kiedy reagował bardzo niewłaściwie.

W dziewiętnastym wieku francuski zakonnik, który uczył w szkole św. Benirte powiedział takie zdanie: „myślę, że nawet samym aniołom, gdyby zeszli na ziemię, jako nauczyciel szkolni trudno byłoby opanować gniew”. To mogą powiedzieć osoby, które miały do czynienia z młodzieżą w szkole i na pewno coś w tym jest.

Też sytuacja bardzo znamienna, zdarzyło się bł. Janowi Colombini – to był w czternastym wieku zna-czący kupiec we Włoszech, bardzo chciwy. Któregoś wieczoru wraca do domu a tu nie ma kolacji i strasznie się zagniewał, wkurzył na żonę. Zrobił jej awanturę. Żona chcąc go jakoś uspokoić, mówi: „Chwilę, chwilę, weź tu książkę, poczytaj trochę, zaraz ta kolacja będzie”. Była to książka o żywotach świętych. On tak usiadł, żeby ten czas zabić do tej kolacji, czytał, czytał tę książkę i przeżył głębokie na-wrócenie, bardzo głębokie zawrócenie – rozdał ubogim swoje dobra, dom przeznaczył na szpital dla chorych na trąd. Żona nakłaniało go potem, żeby trochę się powstrzymał w tej dobroczynności. No to on jej na to: „Przecież sama chciałaś, żebym się nawrócił”. Żona powiedziała tak wtedy: „Dobrze, modliłam się o deszcz, ale to jest powódź”. Tak może zadziałać Pan Bóg. Tak może zadziałać Pan Bóg i z gniewu wyprowadzić dobro – o tym jeszcze będę mówiła.

Ale tak codziennie, w życiu naszym szarym, codziennym, co cię bracie, siostro irytuje? Mam tu kilkanaście przykładów, może gdzieś się tam odnajdziesz, albo dołożysz do tej listy coś.
Np.:

  • pies szczekający w środku nocy,
  • nieuprzejmy sprzedawca,
  • nierozsądny kierowca,
  • zakrętka, która się nie chce otworzyć,
  • mąż, który nigdy nie gasi światła w toalecie,
  • lektorzy na mszy św., którzy tylko mamroczą i nic nie możemy zrozumieć ze Słowa Bożego.
Czy to cię irytuje, denerwuje?
  • niesprawdzająca się prognoza pogody,
  • brak wdzięczności od ludzi, wtedy, gdy stanie w akurat nie tej kolejce do kasy, która wydaje ci się krótsza i będziesz szybciej, a okazuje się najczęściej w sklepie czy na poczcie, że to akurat ta dru-ga szybciej przeleciała.
  • czy denerwuje cię sytuacja, że piec oc. popsuje ci się akurat w środku najzimniejszej nocy?
  • czy wtedy, gdy musisz długo czekać na wizytę u lekarza?
  • czy to, że nie będzie filmu, który zapowiadano i na który czekałeś?
  • czy to, że ktoś ci wmawia coś a ty jesteś pewny, że jest inaczej?

I tak byśmy mogli mówić, mówić, mówić. Jakie to są czasem drobiazgi, że ktoś stuka długopisem w czasie dzielenia? To czasem może człowieka doprowadzić do irytacji. Jakiś dziwny wyraz twarzy, ruch. No, litania potężna. Czy możesz dać to Bogu na ofiarę? Czy możesz zmusić się wtedy do pytania: „Boże, w jaki sposób jesteś obecny w tej sytuacji?” Odkryj w niej Boga.

I tu taki osobisty przykład: kiedyś na poczcie były dwie kolejki. Wybrałam taką, która wydawał mi się, że będzie szybka, ponieważ osoby trzymały po jednym kwitku w garści. Pani, która stała przede mną nic nie trzymała, może to tylko jakaś drobna sprawa? Pani podeszła do okienka i wyciągnęła z torebki tyle jakiś książeczek, przekazów itd. Popatrzyła, że tam już dawno bym była załatwiona i wrr. Dochodzę do okienka, patrzę, pani urzędniczka ma pierścień atlantów. No to ja buch do torebki po swoja książeczkę o pierścieniu, bo noszę takowe, no i wręczyłam, i załatwiłam swoją sprawę. Odnalazłam Boga w tej sytuacji. Dlatego stanęłam w tej kolejce, a nie w tej obok. Starajmy się takie sytuacje analizować, patrzeć, co Bóg chce mi przez to powiedzieć, cierpieć i składać w ofierze te drobne przykrości, niedogodności.  Są one niezwykle miłe Bogu, jeżeli staramy się je jakoś opanować.

Ogarniające nas wzburzenie może mieć bardzo pozytywne następstwa. Tzw. święty, błogosławiony gniew – chociażby sytuacja, gdy Jezus gniewał się na przekupniów w świątyni. To jest taki sztandarowy przykład, kiedy zaczął ich tam wyganiać z tymi swoimi stoiskami itd., ponieważ czynią z domu modlitwy interes. Tak samo jak zdenerwujemy się na nierozsądnego kierowcę, jedziemy autobusem i widzimy, co on wyczynia i dzwonimy po służby drogowe, po policję. To ten gniew przynosi pozytywny skutek, bo może cały autobus ratujemy w tej sytuacji.

Natomiast błędem jest takie nieopanowane zareagowanie na gniew, pozwalanie sobie na nieopanowane gesty, niedorzeczne wypowiedzi, których potem się żałuje. Znane jest stwierdzenie, że w gniewie mówi się różne rzeczy, których potem się żałuje.

Najbardziej denerwują nas ci, to jest prawda już sprawdzona, których kochamy, którzy są nam najbliżsi. Np. ustaliliśmy w rodzinie, że idzie mąż po zakupy, kupuje serek grani taki i taki, a mąż przychodzi z innym serkiem w kostce. No i awantura wisi w powietrzu. Ustaliliśmy coś, coś ty zrobił! I urasta to do rangi katastrofy. Czasem też są jakieś zmiany. Np. ustaliła rodzina jak spędzi wakacje, a tu nagle żona przynosi zaproszenie od swojej mamusi, że musimy jechać tam. No wiadomo, że nie każdy małżonek będzie chciał do teściowej pojechać. No i wychodzi kolejna awantura o to, że jest egoistą, że jest taki głupi itd., itd. Gdy patrzy się potem na tę irytacje z pewnej perspektywy, praktycznie są to bzdety, mówiąc ję-zykiem młodzieży. Ale w tym momencie, kiedy nas to dotyka, kiedy ktoś, np. wmawia nam: nie leży to tam, nie ma. Idziemy, wyciągamy z szafy, jest. To po prostu nerwy puszczają. Ale jeżeli Bóg dopuszcza do takich sytuacji, potem nam w sercu niemiło, to wcale nie znaczy, że stajemy się mniej kochanymi dziećmi przez Niego.

Starajmy się prosić Ducha Świętego, żeby dobierał nam słowa do sytuacji, kiedy denerwujemy się i chcemy na to jakoś zareagować. Przykład z życia wzięty jednej z rodzin: syn moich znajomych rozrzuca swoją garderobę wszędzie po mieszkaniu, podobno nie jest to takie odosobnione tu skarpetki, tam sweter, tam koszula. No, zwykle mama reaguje na to bardzo ostro: no jak ty się zachowujesz, flejtuch z ciebie, nie widzisz, że tam jest kosz na brudy w łazience. Taki ty jesteś, co z ciebie wyrośnie, co ta żona będzie z tobą miała itd., itd.

Jak to można inaczej sformułować? Otóż, jest taka zasada, żeby w pierwszym odruchu gniewu nie wysuwać żądań, nie wydawać poleceń, bo skutek jest zupełnie inny. Czy mogę prosić cię o przysługę, możesz podnieść te ubrania, zamiast rzucać na podłogę? Dziękuję ci, to mi na pewno pomoże przy sprzątaniu. Jest ta sama informacja przekazana, ta sama prawda, ale w zupełnie inny sposób, do której też mama powinna dorosnąć.

Gniew ma u swojego źródła pragnienie odwetu, pragnienie jakiegoś uczynienia zła, czasem nieuświadomionego. Kiedy to pragnienie, tak jak mówiłam, jeżeli jest to gniew przez duże „G”, kiedy to pragnienie sięga pragnienia zabójstwa, czy zranienia kogoś, czy tego, żeby Pan Bóg już zabrał im te dobra, bo nie zasługują itd. – może być grzechem śmiertelnym, może być bardzo trudną duchowo sytuacją. Także te przewidywania, co ta żona będzie miała z tobą, mają tutaj jakieś odblaski odwetu, czy nawet życzenia, że tak będzie, że ktoś jeszcze podzieli moje nerwy. I właśnie, gdy ktoś budzi twój gniew, jakaś sytu-acja czy coś, czy jakieś słowa, czy jakieś działania czyjeś. np. wiemy, że ktoś wraca do domu i od razu nastawia radio na cały regulator, wtedy niejako usztywniamy się, już jesteśmy gotowi do ataku. Spróbujmy wtedy jakoś inaczej zareagować, patrzeć może na zalety tej osoby.

Ja miałam taką sytuację, niedawno na mszy św. w  św. Krzyżu. Ponieważ ksiądz zaprosił zespół młodzieżowy, studencki, jak potem mówił, który służył pieśnią na mszy św. Piękna sytuacja właściwie, ale mojego punktu widzenia spowodowała to zdenerwowanie. Po pierwsze: nic nie rozumiałam, co śpiewają. W jakiś taki sposób śpiewali, nie wiem czy to była wina głośników, czy śpiewania, czy czegokolwiek innego. Poza tym wyglądali dosyć nie niedzielnie, mówiąc delikatnie. Każdy w jakiś chałacie swoim, jakby wyszedł spod samochodu, który właśnie smarował, czy tam z jakiś innych robót. No i te dwie rzeczy mnie jakoś najeżyły. Ale potem zaczęłam sobie myśleć: trzeba jakoś inaczej popatrzeć, bo chłopaki siedzą tu, nie stoją gdzieś w bramie i piwa nie piją. Czyli dobra sytuacja, że chcą służyć Panu Bogu. Są tutaj, jak potrafią, tak to robią. I to już jest, myślę, przekroczenie samego siebie i odwrócenie sytuacji o ileś tam stopni.

Starać się zachować spokój w takich momentach, zapanować nad gniewem. Wiem, że to są takie rady trochę akademickie. Ale trzeba je sobie wciąż powtarzać. Powinniśmy się starać być opanowanym. Może nam pomóc w tym taka prawda, że Bóg nie traci kontroli nad tą sytuacją, która nas denerwuje. Bóg nie traci kontroli. Jeśli ktoś w twoim domu stłucze kieliszek, zachowaj się tak, jakby to się stało w domu kogoś innego. To jest takie przysłowie, bodajże szkockie. Wiadomo, że stracenie czegoś, nawet kieliszka, dla Szkota jest tragedią. Naucz się najpierw bracie, siostro, i ty siostro Agnieszko też, nie denerwować się na samego siebie. Bo w tym jest często źródło, w tym, że denerwujemy się na samego siebie. A jeśli chodzi o drugiego człowieka, to trzeba w takich momentach otwierać się na dialog, rozmawiać, wyjaśniać. Natomiast taki dialog nie może stać się okazją do wyrównania rachunków, bo to jeszcze bardziej będzie podjudzało. Raczej nastawić się na słuchanie, pytać: „Dlaczego tak się zachowujesz?” Nie od razu łup, tylko starać się poznać intencje, starać się poznać punkt widzenia tego człowieka. Uświadomić mu: „prze-szkadza mi to”. A może coś we mnie tobie też przeszkadza. Nie bać się mówić to, tłumaczyć. Bardzo złe są te ciche dni, wielu z nas pewnie tego doświadczyło w relacji czy z małżonkiem czy z dziećmi, czy z współpracownikami, duszenie w sobie pretensji. Jest to bardzo zła sytuacja.

Jeżeli doświadczam własnych słabości, to wtedy łatwiej mi będzie zaakceptować drobne przywary in-nych. Jeżeli nie będę ich potępiał, oceniał, mierzył inna miarą niż siebie, wtedy na pewno gniew i irytacja zamilkną. Często, bowiem u źródła irytacji jest porównywanie, sytuacja taka, ze nie widzimy tego samego u siebie. Wspaniale oddaje to poniższy tekst:, kiedy żona myśli o mężu:

Kiedy to on nie kończy swojej pracy, mówię, że jest leniwy; kiedy ja nie kończę swojej – to dlatego, że jestem zbyt zajęta, zbyt przepracowana.
Kiedy on o kimś mówi, to są to plotki lub pomówienia; kiedy ja to robię – jest to zawsze konstruktywna krytyka.
Kiedy on broni swojego punktu widzenia, to jedynie głupi upór u niego; kiedy ja trzymam się własnego zdania – to nieugiętość.
Kiedy cos zajmuje mu dużo czasu, to dlatego, że jest powolny; kiedy ja robie coś za długo – to dlatego, że jestem dokładna.
Kiedy on jest miły, coś zawsze musi się za tym kryć; kiedy ja jestem miła – przemawia przeze mnie do-broć.
Kiedy coś idzie mu szybko, to, dlatego, że wykonuje to byle jak; a kiedy ja działam sprawnie – to znaczy, że jestem zdolna.
Kiedy on coś robi, czego nikt mu nie zlecił, to pewnie zajmuje się tym, co nie powinno go obchodzić; a kiedy ja robię coś, o co nikt mnie nie poprosił – wtedy jestem dobra.
Kiedy on dochodzi swoich praw, pokazuje jakim jest egoistą, a kiedy ja dochodzę swoich – udowadniam, że nie dam sobie w kasze dmuchać.


Czy nie znajdujemy u siebie właśnie takich sytuacji?
Sprawę gniewu wspaniale podsumowuje czajnik. Już teraz nie ma takich czajników, są raczej bez-przewodówki, ale chodzi o normalny czajnik z przykrywką stawiany na ogniu: Cóż z tego, że pokrywka burzy się i podskakuje, nie przeszkadza mu to śpiewać.
I jeszcze zazdrość.

Jest to sytuacja trudna, czasem na pograniczu gniewu, ponieważ w gniewie zazdrość pięknie rozkwita. Czy zdarza ci się bracie siostro, że nagle ogarnia cie smutek, gdy widzisz, że inni są od ciebie lepsi w dziedzinach, w których dotąd uważałeś się za dobrego?

Kochane panie domu, gospodynie, byłyście filarami, np. każdego przyjęcia, piekłyście wspaniałe placki, ciasta. Nagle pojawia się konkurencja – teściowa kuzyna synowej, przyniosła wspaniały tort. Wszyscy się tym tortem zachwycają, twój jabłecznik stoi w kącie, nikt go nie je. Jakie wtedy uczucia wzbudzają się w tobie? Kogoś za to pochwalono, czy dłużej mu klaskano, czy jeszcze tam zajmowano się nim. Myślę, że wielu z nas odczuło takie sytuacje.

Zwykle zazdrościmy naszym braciom talentów, zalet, które w szczególny sposób uwydatniają braki u nas, uwydatniają nasza przeciętność. Najbardziej wścieka, smuci, złości nie tyle doskonałość innych, ale ta straszliwa przepaść, przekonanie, że w porównaniu z nimi nie jesteśmy wiele warci. Że nam nie poszło tak dobrze. Jeżeli widzimy u siebie takie odczucia, takie reakcje, to trzeba zduszać to w zarodku, to straszliwe poczucie niższości, które zatruwa serce i nie pozwala cieszyć się szczęściem innych. A wtedy diabeł zaciera ręce, bo diabeł nie toleruje widoku ludzi szczęśliwych, podjudza do buntu. Zresztą sam tak postąpił, bo nie mógł zgodzić się, że Bóg jest od niego lepszy. Co znamienne jeszcze, że chętnie chwalimy geniuszy, jakieś sławy, wielkich artystów, przed tym nie mamy większych oporów. Natomiast o wiele trudniej przychodzi nam winszować sąsiadce, która do tej pory była równa z nami czy gorsza, a nagle zabłysnęła w jakiejś sytuacji. A przecież o prawdziwej wartości człowieka, nie stanowi ilość talentów, jakie Bóg mu powierzył, ale sposób, w jaki człowiek je pomnaża. Trzeba pamiętać, ze, gdy dokonuje się jakieś dobra dookoła nas, należy ono również do nas, jeżeli potrafimy się z niego cieszyć. Czasem ktoś stara się cieszyć, naprawdę przykłada do tego wiele wysiłku, a potem na końcu go podkusi i mówi: „no jesteś naprawdę wspaniały przyniosłeś piękne świadectwo, mówi mama do kolegi swojego syna, ale nie zawsze taki byłeś”. Czyli jakaś ta szpila gdzieś tam zostaje.
Zazdrość może dotyczyć też spraw materialnych. Czasem pragniemy, czego, nie, dlatego, że potrzebujemy, ale dlatego, że ktoś to ma. To jest taki mechanizm, czasem w bardzo trywialnych sytu-acjach. I cóż może powodować ta właśnie zazdrość posiadania czegoś? Może powodować kradzież, oszczerstwa, pomówienia, nienawiść, obmowę, czy też bardzo już trudną sytuację: radość z nieszczęścia czyjegoś, że on to stracił, czy też przykrość z jego powodzenia.

Pewnego razu jeden z biznesmenów ciężko zachorował i wezwał swoich synów i powiedział, że zastanawia się, na kogo przepisać majątek. Wiedział, że miedzy nimi jest pewna rywalizacja, że zazdroszczą sobie pewnych profitów w tej firmie w tej chwili i miał problem. Powiedział im, że musi ich sprawdzić. Dał każdemu z nich dolara i powiedział, że w ciągu doby muszą za tego dolara zakupić tyle dobra, by te zakupy wypełniły cały jego szpitalny pokój. Kto najlepiej sprawdzi się w tym zadaniu, ten otrzyma firmę na własność? Synowie zaczęli kombinować, poszli do miasta. Jeden z nich kupił dwie potężne bele siana. Przyniósł do pokoju rozsypał. Rzeczywiście przy rozsypywaniu siano zapełniło cały pokój, ale za moment opadło i leżało na podłodze. Przyszedł drugi syn, który kupił kilka worów pierza. Po-dobna sytuacja, rozpylił to pierze w pokoju, pełno, za moment to pierze opadło, siedziało na sianie. Przyszedł trzeci syn i przyniósł rozliczenia z tego dolara. Powiedział tak: „połowę zainwestowałem zgodnie z tym, co mówi biblia, część dałem żebrakowi, który stał pod kościołem, a za resztę kupiłem dwa przed-mioty: świeczkę i zapałki”. Poczym wszedł do pokoju zapalił świeczkę. Światło z tej świeczki napełniło cały pokój. Wtedy, jak się łatwo domyślić, ojciec przekazał firmę swojemu najmłodszemu synowi, który wykazał się inicjatywą. Ale to jeszcze nie koniec tej opowieści, ponieważ brat tego biznesmena usły-szał o jego eksperymencie i postanowił zrobić cos podobnego. Bratanek dowiedział się o tym, kto zwyciężył i również kupił świeczkę i zapałki. Oczywiście jego zazdrość nie sprawdziła się, można powiedzieć zadziałała negatywnie. Ponieważ gdy dobiegł do wuja również zapalił swoją świeczkę, ale tak nieudolnie, że zapaliło się to pierze i to siano. I było straszne nieszczęście z tego powodu. W prostej linii możemy sobie to przetłumaczyć, jak zazdrość powoduje zło.

A zazdrość zwalcza się życzliwością, zdrową rywalizacją, pragnieniem pierwszego miejsca dla innej osoby, a nie dla siebie, pragnieniem sukcesu dla kogoś innego, a nie dla siebie. Św. Franciszek z Asyżu, wspominany tu wielokrotnie, powiedział, że kiedy człowiek zazdrości swemu bratu dobra jakie Bóg głosi, albo czyni przez niego, to tak jakby popełniał bluźnierstwo. Ponieważ w istocie zazdrości Bogu, który jest jedynym źródłem wszelkiego dobra. Raduj się dokonywaniem dobra przez swego brata, siostrę, w ten sposób wysławiaj Pana, ponieważ On jest dawcą wszelkiego dobra i jest u źródła tych zasług, które czasem cię denerwują, których czasem zazdrościsz. A jeżeli będzie to przemienione na uwielbienie, to na pewno przyniesie dobre owoce.

Słowo do medytacji: Ef 4, 26-27

1) Co/kto cię denerwuje i jak próbujesz z tym walczyć?
2) Czy ktoś ma w sercu gniew do ciebie? Co z tym robisz?
3) Kiedy ostatnio cieszyłeś się ze szczęścia drugiego człowieka?