Katolicka Odnowa w Duchu Świętym
w Archidiecezji Szczecińsko-Kamieńskiej

"Radykalizm wiary - przewodnik po trudnościach życia codziennego"

17 lipca (środa)
Gubi mnie moja pycha,
Nieumiarkowane życie – Tekla


Pycha – któż z nas tu obecnych nie ma dość przykładów, które nie tylko mówią, ale i krzyczą w głos, że pycha nie prowadzi do niczego dobrego?
Czego naucza nas Kościół święty? Z Katechizmu Kościoła Katolickiego dowiadujemy się, że pycha jest na pierwszym miejscu z siedmiu grzechów głównych. Na pierwszym miejscu, czyli tak, jak-by wszystkie inne grzechy główne były jej podporządkowane, wszystkie z niej wypływały. Może sobie przypomnimy:
1) pycha,
2) chciwość,
3) zazdrość,
4) nieczystość,
5) nieumiarkowanie,
6) gniew,
7) lenistwo.


Dlaczego są to grzechy główne, dlaczego są tak nazwane? Dlatego, że wszystkie inne grzechy właśnie z nich wypływają. One nas popychają do tego, żeby czynić wiele, wiele zła. Dlatego są nazwane grzechami głównymi, ponieważ z nich wypływają inne, a ciągle powtarzane przez nas, stają się naszymi wadami.

Każda wada przeciwstawia się cnocie. I tak pycha – jest przeciwieństwem pokory, nieczystość – czy-stości, zazdrość – radości z powodzenia innych, gniew – łagodności, łakomstwo – umiarkowaniu itd.

W Piśmie św. słowo „pycha” użyte jest 81 razy, a jej pokrewne:

  • „pyszałek” – 11 razy,
  • „pyszniący” – 1 raz,
  • „pysznić się” – 11 razy,
  • „pyszny” – 36 razy,
  • „wyniosłość” – 14 razy,
  • „wyniosły” – 33 razy,
W sumie – 187 razy i w każdym przypadku ukazuje negatywną postawę człowieka.

Pycha ma wiele twarzy. Tę „twarz” łatwo odnajdujemy u innych, ale trudno ją zobaczyć w sobie.
Św. Teresa z Avila napisała: „Moim zdaniem, jeden dzień spędzony na poznawaniu z pokorą samego siebie, nawet jeśli okupiony jest wielkim cierpieniem i wysiłkiem, jest dużo wspanialszą łaską daną przez Boga, niż wiele lat spędzonych na modlitwie”. Nie jest bowiem łatwe i przyjemne poznawanie prawdy o sobie.

Pewnego razu, gdy byłam szczęśliwa z powodu odkrywania bliskości Boga obok mnie, w przypływie autentycznej chęci pełnienia woli Bożej i pragnienia zmieniania się na lepsze, poprosiłam Boga o pokazanie mi prawdziwego mojego oblicza. Wtedy przez myśl mi przeszło pytanie: „Czy jesteś pewna, że tego chcesz?” Szybko odpowiedziałam sobie bez chwili zastanowienia: „Chcę!” I zaczęło się! Niemal moment po momencie uświadamiałam sobie, jak daleko mi do doskonałości w tak wielu dziedzinach mo-jego życia. Było to bardzo bolesne. Pamiętam, że poszłam do kaplicy adoracji, uklękłam przed Panem Jezusem i poprosiłam, żeby robił to wolniej, że nadal pragnę odkrywać swoje prawdziwe oblicze, ale w taki sposób, by mnie to nie wdeptywało w ziemię, ale by pomogło z łaską Bożą wyzwalać się z moich przywar, mojej grzeszności. Bóg w swoim miłosierdziu wysłuchał moją prośbę, i oby tak się działo do końca moich dni.

Pycha wdziera się w nas na różne sposoby. Jeden się pyszni, że nie jest jak ten celnik z przypowieści ewangelicznej: „Panie Boże dziękuję Ci, że nie jestem jako ten...”. Inny chlubi się, że nie jest alkoholikiem, zabójcą, oprawcą, złodziejem itd. Pyszni się, bo posiadł ogromną wiedzę, nie tak, jak ten niedouczony Franek, Antek... Pyszni się, bo stać go na wiele dóbr, na które zarobił, nie tak jak ten, który stroni od pracy... Pyszni się, bo ma wiele zdolności i robi z nich użytek (nie koniecznie tylko dla siebie). Od pychy nie jest wolny człowiek, który chełpi się tym, że np. zrezygnował z oglądania telewizji „x”-godzin dziennie (jednak pytanie: na co przeznacza ten zyskany czas?), ten, kto ma wielu przyjaciół, wynosi się nad osobę, która zamyka się w swoich czterech ścianach i unika kontaktów z ludźmi.

Pycha może kipieć z bogacza, ale też z ubogiego, bo zarówno jeden, jak i drugi ze swego bogactwa czy ubóstwa – mogą zrobić sobie bożki. Nasze serca skrywają wiele bożków, które wypychają Boga prawdziwego, jedynego.

Czy jest jakaś szansa, byśmy wyzwolili się z kajdan pychy? Oczywiście, że tak! Przeciwieństwem pychy jest pokora. Pokora nazywana jest klejnotem świętych. Wszyscy jesteśmy powołani do świętości, a więc pokonanie pychy jest możliwe!

Kochani, nasze zdrowie, uroda powodzenie w interesach, nasza reputacja, wspaniała rodzina, udane dzieci, najwspanialsze wnuki, ładny wygodny dom, kochani zięciowie i synowe – to dobra różnego rodzaju, które mamy prawo cenić i chronić, ale które nigdy, powtarzam: nigdy, nie powinny stać się bożka-mi naszego serca. „Głupcze, jeszcze tej nocy odejdziesz z tego świata – mówi Pismo św. o  bogaczu, któremu bardzo dobrze obrodziło pole i chciał zbudować większe spichlerze, by zgromadzić dobra, a potem używać świata. Wszystko można stracić w jednej chwili. Możesz mieć wylew krwi do mózgu i już na nic nie przyda ci się twój błyskotliwy umysł. Teraz jest tyle klęsk: powodzi, pożarów, nawałnic – które w niwecz obracają cały dorobek życiowy ludzi. Bankrutują banki – i cóż z twoich oszczędności? Prośmy codziennie Boga, który chce jedynie naszego dobra, byśmy byli wolni od bożków.

Bardzo lubię hymn „Kiedy ranne wstają zorze”. Boże, z Twoich rąk żyjemy, choć naszymi pracuje-my... Gdy wsłuchamy się w treść tego hymnu i zdołamy ją przyjąć jako prawdziwą, to zrodzi się w naszym sercu świadomość, że Bóg jest miłością i troszczy się o nasze dobro. A wtedy całym sercem zaczniemy Go wielbić, bo „wielkie rzeczy uczynił mi Wszechmocny – święte jest Imię Jego”. I tylko Bogu będziemy robić miejsce w naszym sercu, będziemy Go kochać całym sercem i z ochotą wypełniać Jego wolę. Nasza postawa przed Bogiem będzie wtedy wyrazem naszej wdzięczności, miłości, radości, bo ma-my tak kochającego Boga i powtórzymy za psalmistą: „czymże jest człowiek, że o nim pamiętasz, czym syn człowieczy, że troszczysz się o niego?” (Ps 8,5). Człowiek, któremu uda się to pojąć, będzie zdolny zaufać Panu do końca i z radością zaśpiewa: „Pan jest Pasterzem moim, nie brak mi niczego. Chociażby chodził ciemną doliną, zła się nie ulęknę, bo Ty jesteś ze mną” (Ps 23, 1-4).

Prośmy, byśmy nigdy nie utracili świadomości, ze wszystko, co mamy, dostaliśmy od Boga. Wszystko należy do Niego, a my jesteśmy tylko zarządcami. Niech nie ustaje nasza wdzięczność Bogu. W dążeniu do osiągnięcia pokory, by stawała się ona owocem naszego wysiłku, pracy, musi nam towarzyszyć świa-domość, że jest to dar, łaska zesłana nam przez Boga.

Zapytam jeszcze raz: czy mamy szanse pozrywać łańcuchy pychy, którymi jesteśmy spętani? Odpo-wiedź jest jedna: oczywiście, że tak. Żeby tak się stało, musimy własnymi oczami zobaczyć naszą pychę, jakie spustoszenia czyni w naszym życiu duchowym, jak je niszczy i coraz bardziej oddziela nas od Boga i od ludzi. Ta świadomość pozwoli nam stanąć w prawdzie przez Bogiem, żeby błagać Go o miłosierdzie dla nas. A Bóg pełen miłosierdzia udzieli nam łaski potrzebnej, by stanąć do walki ze złem. Przyobleczmy się w zbroję, o której pisze św. Paweł w Liście do Efezjan, a Bóg będzie z nami.
Kochani, w tej walce może okazać się bardzo skuteczna bojaźń Boża. Są 2 rodzaje tej bojaźni. Przypomnijcie sobie 2 rodzaje żalu za grzechy: niedoskonały – polegający na tym, że żałuję tylko ze względu na lęk przed karą, jaka ma mnie spotkać za popełnione zło, i doskonały, który wypływa z lęku przed utratą Boga, kiedy chcę koniecznie powrócić i być szczęśliwym u Jego boku.

Zauważmy, że ten lęk przed karą jest pierwszym krokiem do zdobywania doskonałości. Jeżeli nie poprzestaniemy na tym pierwszym kroku, to z Bożą łaską dojdziemy do uświęcenia. Przecież dla nas wszystkich jest przygotowane mieszkanie w niebie – wszyscy jesteśmy powołani do świętości!
Czytając żywoty świętych, przekonujemy się, że nie wszyscy wiedli całe życie świątobliwie. Na przykład św. Augustyn uważał, że Biblia ma szorstki i chropawy język, który go odpychał. Uważał, że słowa prawdy powinny być tak wzniosłe, żeby mogły je pojąć tylko wybitne umysły. Mówił: czytając Biblię stwierdziłem, iż próg jest zbyt niski i nie chciałem schylić głowy, żeby tam wejść. Po długich latach modlitwy św. Moniki, św. Augustyn odkrył, gdzie naprawdę można znaleźć mądrość.

  • Święty Tomasz Becket zmagał się ze swoją pychą. Wiecie w jaki sposób? Poprosił kilkunastu du-chownych z jego otoczenia, że jak tylko zobaczą u niego jakikolwiek przejaw pychy, to mają go upominać. Twierdził, że czworo oczu widzi dużo więcej niż dwoje.
  • Po wyborze Piusa X, powiedział on ze łzami w oczach do przyjaciela: „patrz, jak mnie ubrali”. A jego matka, gdy pocałowała jego pierścień papieski, podała mu swoją obrączkę: „A teraz synu pocałuj moją obrączkę, bo bez mojego pierścienia, ty byś nigdy nie otrzymał swojego”.
  • Św. Antoni Egipski miał wizję, w której zobaczył cały świat pokryty pułapkami szatana. Wte-dy wykrzyknął: „O mój Boże, kto może mieć nadzieję, że uniknie wszystkich tych zasadzek, skoro one są wszędzie?” Z nieba dobiegł głos: „Ten, kto jest pokorny”.
  • Św. Jan Bosko zobaczył szatana w postaci strasznego lwa, który pożerał ludzi, ale nie mógł dosię-gnąć tych, którzy z pokorą kłaniali się Bogu.
Pokora nie ma nic wspólnego z fałszywą skromnością lub unikaniem robienia tego, czego Bóg od nas wymaga (bo jestem niegodny, za słaby, za stary, za młody, brak mi doświadczenia itp.). Ważne, by widzieć siebie w obiektywnej prawdzie. Św. Józef Tomasi powiedział w obecności wuja, że jest nic  wart. Wuj go skrytykował mówiąc: Ty bądź pokorny, a nie godny pożałowania.

Bez trudu można pogodzić pokorę z ambicją. Pius XI lubił powtarzać: „Zaangażowanie w politykę jest wspaniałą formą miłości braterskiej”. Podejmowanie odpowiednich kroków, by zająć jakieś stanowisko, jest ze wszech miar słuszne, jeśli jest się pewnym, że mamy siłę i wszelkie warunki, by dobrze wy-konać wszystko, co ze sobą niesie to stanowisko.

Ci, którzy chcą być wielkimi w oczach Bożych, muszą być pokorni. Św. Wincenty a`Paulo powiedział, że jeśli braknie nam pokory, to wszystkie inne cnoty w nas zniszczeją. Św. Proboszcz Jan Maria Vianney wyraził tę myśl w ten sposób: Pokora jest tym dla różnych cnót, czym sznur dla różańca. Usuń sznur, a wszystkie paciorki się rozsypią, usuń pokorę, a wszystkie cnoty znikną.

Być pokornym, gdy n as poniżają – nie jest trudno, ale gdy nas wychwalają – to dopiero sztuka.

Nieumiarkowane życie

Przez chwilę zajmijmy się jeszcze nieumiarkowanym życiem.
Brak umiaru może być formą pychy i świadczyć o tym, że nie ufamy Bogu. Spotkałam się z powiedzeniami:

1) Wyruszyliśmy w świat, by czynić dobro, a doszliśmy do dobrobytu;
2) Mam prawo do długich wakacji i wolnych dni, ponieważ tak ciężko pracuję;
3) Wypełniając moją posługę, dużo podróżuję, dlatego potrzebuję samochodu, który jest wygodny i luksusowy.

Te zdania (zwłaszcza 2 i 3) w obecnej dobie – nie mówią o nieumiarkowanym życiu. Teraz widzimy niemal na każdym kroku i w każdej dziedzinie, że ludzie są wykorzystywani w pracy do maksimum i pójście na zasłużony urlop jest często nieosiągalny, a samochód jest narzędziem pracy i im jest on lep-szy, pewniejszy, tym lepiej i więcej można załatwić spraw.

Bóg stawia nas tu, na ziemi, byśmy służyli Jemu, a nie sobie samym. Brak umiaru jest kwestią moral-ną, która wymaga naszej troskliwej uwagi.
Zaufać Bogu, to stanąć przed Jego Majestatem i prosić Go, by nas – glinę wziął w swoje święte ręce i uformował na naczynia, które Jemu będzie się podobało i Jemu służyło dla naszego dobra i dobra bliźnich.

Św. Franciszek Salezy doradzał nam, byśmy cieszyli się bardzo z rzeczy duchowych, a rzeczy materialne tylko używali. Żeby materialne nigdy nie przerastały tych duchowych, o które powinniśmy dbać i je w sobie nieustannie rozwijać.

Pan Bóg na różne sposoby dociera do ludzi prosząc, by wkroczyli na drogę świętości. Posługuje się drugim człowiekiem, daje łaskę zrozumienia roli naszej drogi życiowej, naszego powołania, ale gdy jesteśmy oporni i nie odczytujemy np. znaków czasu, wówczas używa radykalnych środków. Dopuszcza chorobę, jakąś klęskę, która często sprowadza człowieka na właściwe tory w myśl powiedzenia: jak trwoga, to do Boga. Ale dziś słyszy się, że często i takie radykalne środki człowiek lekceważy.

Jeśli Bóg jest na pierwszym miejscu, to wszystko inne jest na właściwym miejscu. Wtedy jesteśmy zdolni przyjmować z taką samą radością z Bożych rąk ubóstwo, jak i bogactwo, głód i niedostatek, jak i obfitość. Tą bronią można pokonać szatana i podporządkować swoje namiętności. Pamiętajmy, że wysławiamy Boga nie tym, że jest nam dobrze, ale tym, że czynimy dobro.

Stwórca nakazuje nam umiarkowanie nie po to, byśmy nie kochali świata, bo w nim jest piękno Stwórcy, ale po to, by te rzeczy nie zniewoliły nas poprzez nadmierną(nieumiarkowaną) miłość do nich.

Ludzkie serce nieustannie szuka dobrych rzeczy, i to czyni je szczęśliwym. Ale jeśli szukać ich będzie tylko w stworzeniu, nigdy nie będzie zadowolone, choćby zdobyło ich wiele. Jeśli będzie szukać Boga, to On zaspokoi wszystkie potrzeby. Tu tkwi sedno szczęścia ludzi świętych.

Jak można ćwiczyć się w umiarkowaniu? Spróbuj wyrobić w sobie taki nawyk: każdego dnia wykonuj mały, wybrany przez siebie akt pokuty, a podczas Wielkiego Postu wykonuj ich więcej niż jeden dziennie. Zrezygnuj z jednej należącej ci się przyjemności – zwłaszcza w tej sferze, w której masz skłonności do przesady, np. włącz telewizor pół godziny później niż zwykle. Taki nawyk umocni twój charakter i pozwoli, by łaska Boża w silniejszy sposób działała w tobie.

Każda praca nad sobą wymaga wysiłku. Podejmij ten trud z miłości do Ukrzyżowanego, mając w perspektywie nadzieję spotkania Go twarzą w Twarz.


Słowo do medytacji: Mk 9, 33 – 35
1) Z czego jesteś dumny w odniesieniu do siebie i swojego życia?
2) Czy mógłbyś osiągnąć to, co masz, bez pomocy Boga?